Wilki znów atakują
(10-11-2008 )
BIESZCZADY / LUTOWISKA. W minionym tygodniu wilki aż dwa razy zaatakowały stado owiec należące do Renaty Kozdęby z Lutowisk w powiecie bieszczadzkim. W ciągu zaledwie dwóch nocy straciła ona 10 owiec. Dwie z nich nosiły w sobie nienarodzone jagnięta. Te, których wilki nie zabiły, trzeba było uśpić.
- Gdy zobaczyłam rozprute ciała owiec z płodami w środku po prostu się rozpłakałam - załamuje ręce Kozdębowa.
- Nie mam już siły na tą nierówną walkę – dodaje.
Nie jest to pierwszy atak wilków na to gospodarstwo. Tylko w tym roku zagryzły one już ponad 30 zwierząt. Na nic zdają się zastosowane zabezpieczenia: elektryczny pastuch, ogrodzone koszary, psy pasterskie i czujność gospodarzy.
- Wilki kompletnie nic sobie z tego nie robią, atakują kiedy chcą, nie ważne czy to dzień, czy noc – mówi zdenerwowana gospodyni.
Jej zdaniem wilków jest coraz więcej. Skąd?
– Podejrzewam, że z Ukrainy. Bo tam do wilków się strzela, a u nas czują się bezpiecznie – stwierdza R. Kozdęba.
- U nas sami musimy zabiegać o ich odstrzał, a ten odbywa się zdecydowanie za rzadko.
Straty ponoszone przez hodowców owiec w Bieszczadach mogą już być liczone na tysiące. Co prawda po każdym ataku wilków Państwowa Straż Łowiecka przygotowuje dokładną dokumentację, dzięki której hodowcy mogą ubiegać się o odszkodowania.
– Otrzymane pieniądze nie rekompensują strat, pokrywają tylko ich niewielką część – mówią zgodnie hodowcy.
- Nie chcemy zabijać wilków, ale w końcu trzeba coś zrobić z tym problemem, bo kto wie, czy następnym celem ich ataku nie będzie człowiek – zastanawia się R. Kozdęba
– Okolice mojego domu już dawno przestały być bezpieczne – dodaje.
MD