W dużej mierze tak. Im bardziej sprawna w polowaniu, silna wataha tym łatwiej im o zdobycz w lesie. Dodałabym jeszcze jedno. Ilość dostępnego pożywienia. Z tego co pamiętam badano ilość zjadanego mięsa z ofiary. Nie pamiętam danych ale chyba niegdyś wsuwały około 60 %, a teraz z 90%. Zresztą to widac gołym okiem, gdy znajduje się szczątki.
Dziś popytałam się jak to bywa z tymi wilkami. Ponoć psy powygryzane, drapieżniki szykują się na co poniektórych mieszkańców Bieszczadów. Byłam na sannie w okolicach Górzanki, Woli Górzańskiej i Bereźnicy. Oprócz tego grupę obsługiwali mieszkańcy Terki. To ludzie pracujący w lesie. I co? I nico. Żadnych wilków, tropów, podejść do biegających koni huculskich. Psinki, pieski, psy łazęgują po okolicy. Woźnicy (nie czytają podkarpackiego szmatławca), gdy im opowiadałam o krzywdach dziejących się ponoć w Bieszczadach patrzyli się na mnie jakbym to ja wilkiem była lub nadawała sie do leczenia w Jarosławiu.
Znowu Lucyno bedziesz Wojtkowi glowe zawracac.... eh... a co do leczenia to zawsze myslalem ze w Zurawicy jest psychiatryk ale nie jestem ekspertem. Bywa ze z ofiar wilkow nic nie pozostaje zalezy od pokroju ofiary glodu ucztujacych i danego im czasu.
Wygrzebane...
http://www.polowania.com.pl/polowania/wilki.htm
I coś jeszcze. Zacytuję tylko najciekawse fragmenty. Całośc znajdziecie na:
http://www.laspolski.net.pl/article....60318002527813
W każdym razie dużo śmiechu. Fragmenty podkreslone sa wybitnie komiczne a pogrubione bardzo ciekaweMiłej lektury..
WILK A SPRAWA POLSKA
Wilk objęty całkowitą ochroną słono kosztuje podatnika. A społeczeństwo, niegdyś bardzo przychylnie nastawione do wilków, nie akceptuje już wzrostu populacji tego gatunku. Coraz mocniejsze są także głosy, że niezbędne jest prowadzenie jego odstrzału.
W Zatwarnicy kupujemy najnowszy numer "Gazety Bieszczadzkiej". Już z pierwszej strony czerwoną czcionką kłuje w oczy tytuł "Wilczy apetyt". W tym roku wilki jakby rozsmakowały się w bieszczadzkich psach. Kazimierz Ślączka z Jałowego stracił Niunię i Bolka. Mieszkająca kilkadziesiąt metrów dalej Danuta Sadkowska pożegnała Lolka i Rudego. Wiktor Domaradzki nie zobaczy już swej siedmiomiesięcznej dalmatynki Diany...
Takich przypadków artykuł wymienia około dziesięciu, z samych tylko okolic Ustrzyk Dolnych. Wszędzie ślady wskazują jednoznacznie - sprawcami były wilki. Tyle gazeta. Według ostrożnych szacunków w ciągu ostatnich siedmiu lat wilki zabiły w Bieszczadach kilkadziesiąt psów podwórzowych. Szczytem bezczelności z ich strony było porwanie airdale teriera z podwórka Franciszka Kaźmierczyka, jednego z największych polskich wilczarzy (ma on na koncie 58 upolowanych wilków). Przypadki zagryzania psów dotyczą nie tylko Bieszczadów. - W latach 2004 i 2005 na terenie mojego leśnictwa wilki zjadły ponad 20 psów.
Czy jesteśmy w stanie płacić tak duże pieniądze na ochronę gatunku, który w istocie wcale nie jest zagrożony wyginięciem? - pyta Edward Marszałek z RDLP w Krośnie. Coraz częściej myśliwi i leśnicy przebąkują, że wilka jest już tyle, iż można by powrócić do - ograniczonego, ale jednak - odstrzału.
Już osiem lat temu przewidywałem, co się stanie. Jako pierwsze wyginą dziki, potem w Bieszczadach skończy się jeleń, a wilki - nie kojarząc człowieka z zagrożeniem - zaczną zbliżać się do ich osad i wyjadać owce - mówi Andrzej Pawlak. - Nie spodziewałem się, że moje prognozy tak szybko się sprawdzą. Ocenia się, że na terenach leśnych zamieszkałych przez wilki, łupem tych drapieżników pada 25% populacji dziko żyjącej zwierzyny kopytnej. Na terenie większości bieszczadzkich nadleśnictw jelenie, sarny, dziki i zające występują już prawie w śladowych ilościach, w wyniku czego leśnicy obserwują stale pogłębiający się stan załamania podstawowej populacji tych niegdyś licznych tutaj zwierząt. (A MYŚLIWI - oni nie redukują?!!!, przyp. Zefir)Statystyki są w tej kwestii zatrważające, ponieważ tylko na terenie jednego województwa podkarpackiego w sezonie 2004/05 wilki upolowały ponad 400 dzików, jeleni i saren. Notoryczny brak naturalnego pokarmu w lesie skłania głodne drapieżniki do polowań na terenach znajdujących się we władaniu człowieka.
Artykuł w "Gazecie Bieszczadzkiej" kończy się wypowiedzią jednego z poszkodowanych: - Ja bym im dał radę i sprawę załatwił, ale się boję, żeby inna zwierzyna się nie nażarła i nie pozdychała. Chodzi oczywiście o wykładanie trucizny. O tak, ludzie nie zapomnieli o starych, sprawdzonych metodach tępienia drapieżników. Mieszkańcy Bieszczadów na pytanie, czy słyszeli o przypadkach nielegalnego pozyskania wilka, odpowiadają żartobliwie: Dzisiaj jeszcze nie.
Do 1995 roku w Bieszczadach odstrzeliwano średnio 35 wilków rocznie. Teraz nieśmiało mówi się o co najmniej kilkunastu nielegalnie pozyskiwanych wilkach w roku. Jest to przynajmniej połowa pozyskania z okresu przed wprowadzeniem wilka na listę gatunków chronionych - czytamy w pracy magisterskiej Tomasza Kałamarza, obecnie stażysty w Nadleśnictwie Bircza, obronionej w zeszłym roku na Wydziale Leśnym SGGW. - Czy nie jest to zbyt duża cena, płacona przez wilki teoretycznie objęte ochroną? Według niego wysokie nielegalne pozyskanie wskazuje, iż bierna ochrona wilka nie była najlepszym pomysłem. Podobnego zdania jest Kajetan Perzanowski. - Ten zakaz jest martwą literą prawa i doprowadził tylko do tego, że nie mamy kontroli nad populacją - mówi. - Nie wiemy, co się z nią dzieje, nie znamy poziomu śmiertelności, tego jakie zwierzęta są eliminowane, w jakim wieku... Te wszystkie dane były dawniej dokładnie znane i na ich podstawie można było prowadzić racjonalną gospodarkę. Ponadto, polowania prowadzone były tylko zimą, a przypadki kłusownictwa zdarzają się w ciągu całego roku, także w okresie rozrodczym. Prof. Jędrzejewski wskazuje, że kłusownictwo to jest dwojakiego rodzaju - obejmuje wnykarstwo i odstrzał przez nieuczciwych myśliwych. - Nie wierzę, by legalny odstrzał wyeliminował całkowicie odstrzał nielegalny. Ci myśliwi, którzy są nieuczciwi, dalej będą nieuczciwi. Jeżeli nawet będą mieli zezwolenie na odstrzał jednego wilka, to gdy im się trafi drugi, też go zastrzelą - mówi. - Jeżeli pozwolimy na legalny odstrzał wilka, to śmiertelność wzrośnie, bo będzie to dalej kłusownictwo plus legalny odstrzał. Odmiennego zdania jest Andrzej Pawlak. - Gdy wilk był zwierzęciem łownym, plany odstrzału nigdy nie były w pełni wykonywane - mówi. - Niektórzy ekolodzy boją się, że wilk zostanie w Bieszczadach całkowicie wystrzelany. Tymczasem nie ma takiej fizycznej możliwości, chociażby dlatego, że nie da się niepostrzeżenie podejść na Halicz czy Bukowe Berdo, gdzie wilki gromadzą się za dnia, wiedząc, że tam są bezpieczne. (szczególnie śmieszne, przyp. Zefir)Ponadto, każdy z myśliwych upolowanym wilkiem się chwalił, więc przez samą myśliwską zazdrość ponadplanowy odstrzał był niemożliwy.
Całość na:
http://www.laspolski.net.pl/article....60318002527813
Ostatnio edytowane przez Zefir ; 31-12-2008 o 14:18
http://pracownia.org.pl/gora-jaslo-k...y-zawrot-glowy
http://www.pracownia.org.pl/prac/ind...14&id=40&str=7
http://www.dziedzictwoprzyrodnicze.pl/pomniki.html
http://www.refa.franciszkanie.pl/
http://www.obywatel.org.pl/index.php...ge&pageid=1296
http://www.wrota.podkarpackie.pl/pl/..._park_narodowy
http://www.ptakipodkarpacia.com/
Podstawą wyżywienia wilków są kopytne, które stanowią w Bieszczadach od 85-97% ogółu pożywienia. Jeleń stanowi około 42-80 % ogółu pożywienia. W zimie ofiarami tych drapieżników są często dziki. Jest to związane z wielkością pokrywy śnieżnej. Żwierzęta domowe to około 2 % pożywienia.
Notatki w wykładu dr. Śmietany.
W Białowieży średnio wataha zabija tygodniowo 3 ssaki kopytne. Średnie zapotrzebowanie wilka na pożywienie to około 5 kg dziennie. Te drapieżniki rocznie spożywają około 15 % populacji jelenia, 5 % populacji sarny. Najczęśniej zabijane są: cielęta 51% znalezionych resztek, 36 % dorosłe samice, 13 % byki (Jędrzejewski, Jędrzejewska)
W Bieszczadach to odpowiednio 32-51 % cielęta, samice 40-45%, a samce to 9-24%. (Śmietana).
Z tego wniosek, że statystyczny wilk zjada max. 36,5 kg zwierzęcia domowego ( owcy, psa, kury, turysty, ...) na rok. Czy to dużo czy mało ? Jaka jest obecnie populacja biednego wilka w Bieszczadach ? Wataha zabija 3 ssaki kopytne/tyg. a ryś sam jeden zjada 1 jelenia lub sarnę na 6-8 dni. To dopiero apetyt ! Aż strach pomyśleć co by zrobiono z rysiami, gdyby ich było więcej i nie były na wyginięciu, jak obecnie w Polsce.
Ostatnio edytowane przez Carrmelita ; 01-01-2009 o 07:03 Powód: literówka
Carrmelita
------------------------------------------------
"... powoli szarzeją gniazda połemkowskich wsi,
już ledwo widać jak cerkiewki czarne pisklę łebek unosi
i w żółty dziób chwyta poprzecznie dwie wielkie ćmy,
i ile ma głów jeden koń, nie wiadomo, na mostku, wśród osin. "
z wiersza "Zmrok" Jerzego Harasymowicza
Koszt utrzymywania niefrasobliwości ludzkiej rośnie nieustannie - płaci za to zwierzyna leśna,płacą wilki. Zauważono kiedyś związek miedzy,np,rozbudowa sieci autostrad,w całej Europie,a spadkiem liczby zwierząt żyjących dziko. Polska była jeszcze niedawno matecznikiem zwierzyny leśnej i polnej,dziś jej pozycja spada,mimo że autostrady ciągle w zarysie planów,ale i tak ziemie zabrane to zaklócenie środowiska naturalnego. Stan posiadanej zwierzyny jest systematycznie zawyżany dla potrzeb statystycznych. "Cywilizacja chemiczna" to jedna z przyczyn spadku pogłowia. Zatrucie środowiska to także jedna z przyczyn,obok chaosu opieki nad zwierzyną, nasilonym kłusownictwem i degeneracją zwierzyny na obszarach walki człowieka z przyrodą,czy poprawiania przyrody. Prawie wyginęły zające a nawet króliki. Co do wilków,to działa tu organiczna niechęć ludzi do tych pięknych zwierząt zagrożonych wyginięciem i spychanych przez element ludzki. Inna rzecz to ambicje "sportowców" ze sztucerami. I gadanina o równej walce człowieka ze zwierzęciem: one mają kły,a my- broń palną. Widuję nad kominkami nie jedną skórę zdobytą nielegalnie,zawsze "w spadku" ,"od dawna u nas" etc.Prawidłowa ochrona zwierzyny jest na papierze,gdy rząd minimalizuje koszty utrzymywania gatunków. Najlepsi ludzie lasu nie poradzą tej sytuacji. A wilki? to obsesja ludzi.Także pismaków goniących za sensacją. I obsesja dubeltowych, drylingowców i kłusowników.Ci ostatni,to już nie amatorzy.
"Można objechać cały świat i nie widzieć niczego"
Pozdrawiam z Nowym Rokiem 2009!
"Można objechać cały świat i nie widzieć niczego"
Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)