Faktycznie betonowa pustynai nam grozi o błędne pojmowanie rozwoju, gdzie - byle samorządowy chochoł z Koziej Wólki, gdzie często w tej Koziej Wólce mieszka ...tylko od 40 lat i gdzie w murach domu są kawałki kirkutów, cerkwii i domów dawnych mieszkańców. I tacy jegomoście mówią, że oni maja prawo do "rządzenia się na własnej ziemi", stawiania opozycji w stosnku do przyrody. Gdyby to jeszcze byli ludzie na poziomie.
Będąc kiedyś na konferencji nomen omen organizowanej dla samorządwoców dot. Ntury 2000 - usłyszałem wypowiedź samorządowca, cytat:" Jeżeli będą jakieś ptaki chronione przeszkodą, to mieskząńcy sami będą brać sprawy w swoje ręce".
Często podawany jest powód braku zainteresowania ochroną przyrody - bieda, bezrobocie, itd.
A jak do cholery nie ma być bezrobocia skoro w samorządzie nepota, w Kościele zamiast głosić słowo Boże to się petycje przeciw parkom narodowym podpisuje, a prosperują głównie sklepy z alkoholem. Jak ma być dobrze skoro brak inwestycji w infrastrukturę dróg już istniejących...(!!!), które przypominają burdel a nie drogę, jednocześnie żeby sobie jakiś ...... wpisał w CV i osiągnięcia - planuje się budowę nowych dróg na surowym korzeniu , często bez faktycznego uzasadnienia. Poza tym prosta zasada ekonomii - mała ilosc konsumentów, mały obrót kapitału. Szansa? Kapiatał z zewnątrz. Tylko jaki kapitał? I tu zaczyna się historia głupoty. Zdaniem samorządowców lepszy jest grajdołek związany z wyciągami i dewizowymi polowaniami, tudziez pozwoleniem na rozjechanie wszytskiego...bo przecież z "wszytskiego" kasę należy doić.
Jak ma być dobrze, gdy głównym zajęciem prasy są fakty medialne o złym wilku zjadającym wszystko co się rusza, bez kszty merytoryki. "Prosty lud to kupi" i kupuje.
W Polsce nie ma ochrony przyrody, jest tylko instytucjaonalna i formalna ochrona przyrody ukryta w wielu deklaracjach bez pokrycia, strategiach pisanych za kasę, które sa na poziomie podstawówki, programach ochrony środowiskach, które nie są realizowane nawet w 10%, w planach ochrony rezerwatów, których to planów nie ma.
Żeby w Polsce była ochrona przyrody potrzebne jest zapotrzebowanie, społeczne zapotrzebowanie. Na społeczne zapotrzebowanie potrzeban jest świadomość ekologiczna kształtowana w domu, szkole, kościele, wszędzie.
A jak jest? Świadomość ekologiczna kończy się na segregacji odpadów, opowiadaniu jaki mysliwy jest the best, gdy dokarmia w zimie głodne sarenki, na bzdurach jak to las bez lesnika sobie "nie poradzi", na ogólnej demagogii i wciskaniu kitu.
Taki obraz "ekologii" przewija się w mediach, np. loklanych.
Nagłówki artykułów: Lesnicy złapali kłusownika, Mysliwi złapali kłusownika...
A gdy nie tak rzadkie przypadki kłusowania przez mysliwych zaistnieją - cisza, medialna próżnia, nie ma tego faktu.
Podobnie jest z wilkiem. A przodują w chorej propagandzie nasze lokalne dzienniki.


Odpowiedz z cytatem