Sylwester![]()
Drugi z rzędu Sylwester w Bieszczadzie. :D Oby w ten sposób narodziła się nowa Bertrandowa tradycja. :D
Jedziemy złożyć życzenia noworoczne dzieciom. :D Barnaba nazwał to, „że przyjechaliśmy zobaczyć, co i jak”. On jeszcze nie rozumie tego,że rodzice mogą zapałać nagłą i niespodziewaną tęsknotą do dziecka.
:D
W nocy napadało śniegu.Jedziemy, więc ostrożnie. Po zjechaniu z obwodnicy droga robi się nieciekawa
. Śniegu dużo, karawanem zarzuca, ale da się jechać. Niestety nie skręcam w stronę chatki :( . Za dużo śniegu, boję się, że nie przejadę. W końcu spacer też nam się należy.
![]()
Cisza i spokój. :D Wszak jest Sylwester nie należy się, więc spodziewać pilarzy. W pewnym momencie![]()
hałas.
Ki diabeł
Się zastanawiam. Nagle przed nami pojawiają się auta terenowe, które jadą od strony jeziorka. Pohałasowały, posmrodziły i pojechały.
![]()
Prowadzę Renatkę droga tradycyjną, przez potok. Najpierw w śniegu powyżej kolan :) , a później przez lód :D . Kicha lodu zabrakło:D . Ktoś przed nami go załamał. Narobił skubany Renatce kłopotów
. Bidula prawie przeskoczyła potok. Prawie to znaczy, ze woda wdarła się tylko do jednego buta.
![]()
![]()
Dochodzimy do chatki i tu dwie niespodzianki. Niespodzianka pierwsza – w chatce nie ma ani Ani, ani Barnaby
. Poszli na spacer. Niespodzianka druga – w chatce jest Anyczka :D
i gość, którego kojarzę z zeszłego Sylwestra tylko nie przypominam sobie imienia
/w chatce tez był Rafał z kolegą, ale to nie jest niespodzianka, bo ich już widzieliśmy kilka dni temu/. Nastąpiło czułe powitanie z Anyczką
:P . Wszak poznaliśmy się właśnie w tej chatce równo rok temu :D . Gość, którego kojarzyłem z ubiegłego Sylwestra to Harnaś
. Teraz już będę pamiętał
. Harnaś raczy nas herbatą. Czekamy na Anię i Barnabę i rozmawiamy z młodymi. Rozmowa schodzi na chatkę i jej potrzeby remontowe. Czas mija szybko.
W końcu nadchodzą dzieci. :D Są zmęczeni, ale zadowoleni/ciekawe gdzie byli i co robili?/.
Opowiadają o ambonie, głębokim śniegu i o wietrze. Ta opowieść nie brzmi wiarygodnie
, ale co tam, są w końcu pełnoletni. :D Rozbili sobie namiot na strychu w chatce i tam mieszkają.
Wypijamy małą piersiuweczkę i pomału zbieramy się do odejścia. Przyjeżdża Żubr. Okazuje się, że też go poznałem w ubiegłym roku. Przywozi ze sobą piłę łańcuchową. Chatkowicze się cieszą, że nareszcie w chatce będzie ciepło. Żal wychodzić z chatki i opuszczać to miejsce. Jeszcze większy żal niż ubiegłym roku.
![]()
Tym razem przechodzimy przez okropnie oblodzony Jabolowi Mostek. Tak go nazwałem, bo Jabol i nie tylko on go zbudowali/zmodernizowali. Barnaba zabiera śmieci z chatki i odprowadza nas do Karawanu. Jak jesteśmy przy aucie od strony jeziora nadjeżdżają trzy skutery śnieżne. Robią straszny hałas.
Barnaba próbuje załapać się na stopa, ale go olewają i nie zawracają tylko zjeżdżają na dół. Żegnamy się z synem i wracamy do Zawozu. Z gospodarzem wypijamy, co nieco :D i idziemy do swojego pokoju. Zostajemy sami, bo gospodarze idą na imprezę do sąsiadów.
O reszcie wieczoru mogę powiedzieć, że był to nasz najgorszy
Sylwester, pomimo ze w Bieszczadzie. Więcej tylko we dwoje o tej porze roku tam nie pojedziemy. I to by było na tyle. W następnym odcinku będę się kajał……
![]()
![]()
![]()
![]()


Odpowiedz z cytatem