Robimy kilka zdjęć na cmentarzu. Krótka rozmowa z gościem, który podjechał właśnie saniami, żeby dokarmić zwierzynę i powrót prosto do Terki. O dziwo nasz przewodnik minął swój dom i nadal podążał przed nami :D , aż do sklepu. Jak tylko otwarłem karawan już skubany siedział na przednim siedzeniu.![]()
Musiałem go wyganiać. Przyszła po niego jego właścicielka i poszedł aczkolwiek niechętnie za nią. :(
Wypytuję w sklepie, czy dojadę do Cisnej. Uprzejmy sklepowy najpierw spojrzał badawczo na mnie, potem spojrzał badawczo na karawan i zapytał: A zimowe opony są? - Są! - To chyba dojedzie. – Mam też łańcuch jakby, co – odparłem dumnie. – No to, po co się pyta odrzekł. :D :D
Pojechałem. Droga bardzo zaśnieżona, ale przynajmniej dziur nie było. Pług zrobił swoje, a samochody pięknie ubiły śnieg. Dojechaliśmy do Cisnej. Przystanek u Ryśka Denisiuka. Nie miał ochoty pogadać. Nie żeby nie miał humoru. Humor to on miał, tylko sił mu jakoś brakowało po Świętach :D . Miał za to wiedzę. Wybieraliśmy się do Jadwigi do Łupkowa, ale jak powiedział Rysiek, jej tam nie ma :( . Jest w Bielsku. No to nie będziemy gnać do Łupkowa. :( W Siekierezadzie spotykamy Szocinskiego. Jak zwykle krótka rozmowa o tym, co się wydarzyło od naszego ostatniego spotkania. Jako że w Siekierezadzie można wypić /herbatę sok, piwo albo jeszcze cóś innego/, ale nie polecam tam jedzenia idziemy na obiad do Zacisza. Tam, Renatka ogrzała się przy kominku :D , a potem zjedliśmy obiad. Podczas obiadu narada. Co robimy dalej? W sposób demokratyczny![]()
jednoosobowo podjąłem decyzję :D : jedziemy do Leska na spotkanie z Lucyną. Po drodze nastąpiła korekta planu. Podjeżdżamy do chatki, do której jutro ma przyjechać Barnaba z Anią. Chodzi o to, żeby sprawdzić czy stoi i czy jest w niej jeszcze miejsce. Podchodzimy do chatki. Robię trochę hałasu żeby nikogo nie zaskoczyć w środku w krępującej obie strony sytuacji. :D Okazuje się, że w środku były dwie osoby. Zaskoczenie obu stron było dosyć duże spotkaliśmy się z Barszczem
![]()
w towarzystwie uroczej
Beaty. Barszczu był wkurzony, bo też przyszedł przed chwilą, a zastał zapalone świece stojące na drewnianym świeczniku. Cała chatka mogła pójść z dymem
przez jakiegoś debila. Barszczu poszedł, a my po chwili też. Chatka została pusta, drewno i woda na miejscu. Termometr pokazywał wewnątrz -6 st C. Po drodze minęliśmy jakiegoś wielbłąda. Pewne było, że idzie na nocleg do chatki. Potem postój u Pękalskiego. Podziwialiśmy nowe jego prace. Facet ma talent. Później Lesko. SMS do Lucyny z zapytaniem, czy spotkanie aktualne? Odpowiedź błyskawiczna: tak, tylko ja się spóźnię. Idźcie do herbaciarni będzie tam na Was czekać Grzesiek Sitko. Nie znamy Lucyny, nie znamy Grześka, ale idziemy. O tym spotkaniu mógłbym napisać osobną historię... Wystarczy powiedzieć, że godzina z okładem rozmowy z Panem Grzegorzem zrobiła na mnie duże wrażenie. Muszę jeszcze kiedyś się z nim spotkać. Lucyna nie dojechała. Z braku czasu musieliśmy opuścić spotkanie Przewodników i Półprzewodników zanim się ono rozkręciło. Co się odwlecze to nie uciecze. :D Wyjeżdżamy z Leska. Nagle zatrzymuje nas przemiła dziewczyna i mówi, że jest Lucyna i żebyśmy się wrócili. Jak ona nas poznała? :D Niestety było to wtedy niemożliwe, żebyśmy wrócili. Wycałowałem Lucynę na dzień dobry i na do widzenia. I pojechaliśmy. W Zawozie czekał na nas Pan Krzysztof z pozostałością z dnia poprzedniego.


Odpowiedz z cytatem