Jak już mnie niektórzy z Was popędzili na PW to mi się głupio zrobiło...![]()
Dzień następny, to dzień odpoczynku, relaksu i żadnych emocji. Najpierw wizyta u Zdzisława Pękalskiego i długa z nim rozmowa na tematy bieszczadzko-twórcze. Ładne rzeczy pokazywał ale nie były na sprzedaż. :(
Potem wyjazd na zaporę, tę w Solinie. Brak miejsca do parkowania :o , bo ci, co kasują za parkowanie są od kasowania. Do głowy im nie przyjdzie, żeby pomachać szuflą i odgarnąć śnieg, żeby było więcej miejsc. No cóż….
W jednej budce znalazłem dwa ostatnie kalendarze ścienne z widokami bieszczadzkimi. Kupuję i zostawiam w budce. Odbiorę jak będę wracał. Swoją drogą zastanawiam się, dlaczego Barszczu nie wpadł na pomysł, żeby nadrukować takich kalendarzy. Widać miał powód albo nie znał zapotrzebowania rynku. /Rynek to nie ja :D . W wielu miejscach mówiono mi, ze nie tylko ja się o nie pytam. Jakby były to by zeszły./
Na zaporze piwieje jak w Kieleckiem. Szybko przechodzimy na drugą stronę. Chcemy odwiedzić Andrzeja Lacha. Niestety jego „Jaskinia Zakapiorów” zamknięta. A odgrażał się, że będzie czynna cały rok. Cóż groźby groźbami, a prawa rynku swoje. Widać mu się nie opłaca otwierać dla Renatki i Bertranda.
Schody prowadzące do zapory od strony Jaworu śliskie bardzo są, ale dajemy radę bez upadku. Znowu wieje na zaporze.
Zabieramy kalendarze i jedziemy na obiad do Polańczyka. Już wiemy, że najlepsze jedzono jest: „Pod Malwami” :) . Zasiadamy przy stoliku i zamawiamy Kociołek Bieszczadzki. Dla niewtajemniczonych: jest to kwaśnica. Gorąca i duże porcje. To jest to, czego nam było trzeba. :D Najedzeni i w pełni usatysfakcjonowani wychodzimy.
Postanawiam wykorzystać resztki dnia i pokazać Renatce niezły widok na zalew. W tym celu podjechaliśmy do krzyżówki i wdrapaliśmy się w dwie minuty :D na Kiczerę. Renatka przyznała, że nie spodziewała się takiego widoku w tym miejscu. Ja go znałem, bo latem spędziłem tam kilka chwil w baaardzo zacnym towarzystwie![]()
. Myślę, że Ci, co ze mną wtedy tam byli to pamiętają.
Wtedy też przypomniałem sobie o ewentualnym spotkaniu z Jabolem. Szybki telefon do niego i co się okazuje![]()
![]()
Jakbym miał lepszy wzrok to mógłbym go zobaczyć.
Był wtedy na Werlasie po drugiej stronie wody. Umawiamy się na spotkanie w Sawkowczyku. :D Jak tam dojeżdżamy to Jabol już tam był. Radosne powitanie.
:D Zapraszam na piwo do Zawozu. No to jedziemy. Biedak myślał, że będziemy konsumować przed sklepem
. Nic z tego. W pokoju mamy cieplej. Jabol przynosi do pokoju łaptoka i pokazuje nam mnóstwo zdjęć. Przy piwku czas płynie bardzo szybko. Nadeszła pora rozstania, a chcieliśmy jeszcze trochę pogadać. Trudno. :( Jabol odjechał, a my tup, tup, :D do gospodarza w celu towarzysko-konsumpcyjnym.
![]()


Odpowiedz z cytatem