Popieram maluchy w 100%.
Choć ostatnio zdarzyło mi się wjechać do lasu Matizem (w trójmiejskie lasy).
Już wyjeżdżam z powrotem... a tu leśny mi szlaban zamknął. Byłem 5 metrów od ruchliwej szosy, ale bez możliwości wjazdu na nią. Jadę do innego wyjazdu - to samo. Już miałem narobione w portkach. No ale chyba przecież nie pójdę jak głupi do leśnego położyć uszu i poprosić o wpłatę na rzecz państwa.
Obleciałem wszystko wokół szukając co by tu wymyślić .
Wypatrzyłem tylko taki jeden suchy jar do którego dałoby się wjechać od góry drogami, i zjechac nim do szosy, po którym kiedyś chyba zjechał traktor. (Kto z trójmiasta to wie jakie górskie tereny i jary są na wzgórzach, choć tam jary na szczęście o połowę mniej wcięte niż w Bieszczadach, ale też nie ma co).
Poodsuwałem z niego gałęzie, wycofałem się spod szlabanu i dookoła dojechałem do początku tego jaru od góry marząc żeby wszystko się udało. Bo jak mi utknie w tym jarze to już będzie kaplica.
Jak zjeżdżałem to gałęzie pracowały po całej karoseri, od podłogi do dachu. Na końcu jeszcze ostru zakręt przy stercie drewna. Było ciasno. W końcu odetchnąłem. Udało się wybrnąć. Ale co nasrałem w portki to moje.
Więc to czy samochód jest terenowy to bardziej zależy od użytkownika. Nawet małego Matiza można tak ochrzcić.

Przez to miejsce które przebrnąłem tym mikrusem wiekszy terenowy po prostu by się nie zmieścił, bo stoki jaru były zadrzewione. I za to lubię "terenowe" maluchy.
Ale Lupino, przyznam też że za HiLuxem zawsze tęsknie patrzę. Taki terenowy autobus w sam raz na różne imprezy lub idealne rodzinne autko.

ps: Irekr, a reduktor?