Napisałem to kilka postów wcześniej.Zamieszczone przez malo
Ale żeby być w zgodzie z sobą to muszę napisać, że bardziej chodzi o to co się ma "w sobie" niż na sobie.
Zawsze z przymróżeniem oka patrzyłem na opowieści jak to powinno wyglądać skompletowanie wyposażenia (może i dlatego że sam kasą nie grzeszę). Więc poczekałem do pierwszego zimowego włóczęgowania po Bieszczadach (ale niepierwszego zimowego po górach w ogóle).
Ze stricte jakościowo zimowego zdobytego wyposażenia miałem: impregnat do butów (za 20pln) i termos stalowy.
Reszta to: powszednie rzeczy (buty - pseudotrekkingowa "chińszczyzna" z hipermarketu za 49,90pln, kurtka typu lumpex "nieoddychająca", rekawiczki szmacianki, skarpety ze sklepu jak to skarpety), samorobne (stuptuty uszyłem sobie w pociągu z rękawów starej zimowej kurtki), lub nieco zdezolowane (plecak z niedziałającym pasem biodrowym, naprawdę to rzadko używam pasa nawet gdy działa).
Powłóczyłem się solo i niemało sam sobie przecierałem szlaków niewychodzonych zimą, i bez urazy dla tych którzy przykładają uwagę do właściwego kompletowania sprzętu... ja nadal patrzę z przymróżeniem oka na dyskusje o kompletowaniu sprzętu.
(Tak naprawdę to poważniej taką dyskusje wziąłbym do siebie gdybym planował noclegowanie zimą w warnkach polowych, gdzie rzeczy nie będą miały możliwości podeschnąć.... ale gdy korzystamy ze schronisk.... łeee tam.)
Ważniejsze jest obycie z wędrówką, własna zaprawa niż ten cały sprzęt.



Odpowiedz z cytatem
Zakładki