NRC, komórka, buty turystyczne, płachta biwakowa, latarka
Bez płachty biwakowej i NRC w lecie dam sobie radę. Ty zapewne też. Nie wymieniłeś jej, więc uzupełniłem. Latem potrzebna, zimą IMHO niezbędna.

Ale jakoś bardziej osobiście wolę się zmierzyć ze śniegiem.
Problem polega na tym, że gdy prowadzisz ekipę nie masz luksusu popełniania błędów. W śnieżycy na połoninie, bez gogli prowadzący jest IMHO bezbronny. Problem polega nie polega na tym, że może go być za dużo (bo wtedy się cofnę), ale na tym, że może spaść kopny puch.

Ale właśnie dlatego że tylko zwieksza, a nie gwarantuje - preferuję naukę bytowania nieco zmuszając mózgownicę do radzenia sobie w bardziej spartańskich warunkach.
Tu rozmija się survival z turystyką. Techniki s. ćwiczę w Borach Tucholskich, turystykę uprawiam w B. Zimą polegam i na umiejętnościach, i na technikach. Sprzęt pozwala mi poszerzyć zakres możliwości i bezpieczeństwa dostępnych dzięki umiejętnościom.

W przeciwieństwie do Ciebie twierdzę, że techniki wytrenowane w jednych warunkach, mogą zawieść w innych.

Wspomniana przez Ciebie nauka bytowania jest IMHO zimą niebezpieczna. Zbyt wielki margines niebezpieczeństwa, na takie eksperymenty.

Dla mnie przed wypadkami największym wentylem bezpieczeństwa jest strach.
Zgodzę się częściowo. Tyle, że ja się gór nie boję, bo nie traktuję ich jako wroga. Ja ja szanuję, bo traktuję je, jako partnera.

Tyle, że na moim poziomie problemem nie jest wybór iść/nie iść , ale wypadki losowe.