Przepraszam, nie czuję się przygotowany merytorycznie do dyskusji, mimo to chcę zabrać głos. Przede wszystkim dlatego, żeby Michała nakłonić do pozostania na forum. Uważam, że mimo oddalenia od Bieszczadów, dobrze pojmuje problemy zachowania ich w jak najmniej zniszczonym stanie. Powinien zostać, żeby swoje (i jemu podobnych) poglądy artykułować i bronić ich. Michale, może nie przekonasz oponentów, ale przynajmniej Twój głos będzie słyszalny. Niech wiedzą, że są tacy, co mają inne zdanie.

Druga sprawa, to taka, że mamony się nie zwycięży. Wygrywa ona nad Amazonką (wyrąb lasów) i na Podhalu. Wygra i w Bieszczadach. Będą piękne domy wczasowe, bogaci letnicy w dyskotekach, będą nartostrady i drogi motokrosowe. Biznes będzie całodobowy i całoroczny. No cóż, tylko czym Bieszczady będą się odróżniały od reszty świata turystycznego? Ja nie wiem... Czy do takich Bieszczadów ściągną turyści? Podejżewam, że z naszym kapryśnym klimatem Bieszczady będą mniej atrakcyjne od Grecji, Bałkanów, Włoch, czy co tam chcecie...

W tym roku wybieram się, żeby pokazać resztkę "moich" Bieszczad synowi. Weźmiemy sobie plecaki i pójdziemy po górkach. I wcale nie będę potrzebował do tego przewodnika z certyfikatem... Pewnie mniej zobaczę bez fachowca, ale też nie o to mi chodzi w chodzeniu. A na wypadek jakbym wcześniej złamał nogę, to mam w planie wyjazd na Suwalszczyznę, na kajaki - drugi koniec Polski, ale też można odpocząć od ludzi.

Tylko, że ci od turystyki zorganizowanej takich jak ja nie lubią, bo nie można na nich zarobić, są nieprzewidywalni i tak mało im potrzeba...

Hej.