
Zamieszczone przez
natasha
Właśnie wróciłam..i naprawdę nie wiem od czego zacząć.Tak sobie kombinuję,że przyjemność popełnienia relacji z przebiegu prac zostawię Malo.To on szefuje a poza tym akcja formalnie kończy się w poniedziałek.Ja chyba zacznę odmroofczać,odgrzybiać i ratować mój dobytek,który odbył długą mękę przez błotniste piekło.Chciałam tylko podziękować wszystkim,którzy wykazali choć najmniejszy przejaw zainteresowania ratowaniem czegoś bezcennego bez wzglądu na wygody,na personalne porachunki,na pogodę,na korzyści materialne.Jestem szczęśliwa,że mogłam współpracować z tak cudownymi ludźmi.Na kirkucie nie liczyła się tak naprawdę wydajość pracujących.Nie liczyły się kwalifikacje,ani liczba przepracowanych dni.Liczyło się zaintreresowanie.Lupino jakoś mógł.Bertrand też.Leszczu,który po pracy przyjeżdżał do nas i pracował na zdwojonych obrotach też dał radę.Myślę,że nie niektórzy nie pojęli,jak wiele znaczy każda para rąk,każda zachęta,serdeczny uśmiech.Dlatego nie daliśmy rady zrobić dużo.Ale to zawsze początek.Dobry początek,bo uwierzcie,że było świetnie. Pracując też można się swietnie bawić. Akcja zostanie wznowiona za rok.Póki co mozna podziwiać kilka pięknych macew,które Magurycz przy naszej pomocy doprowadził do stanu niemalże świetności. Póki co można przejśc się na kirkut i popatrzeć na macewy w świetle dziennym.Wcześniej nie było to możliwe.Była tam tylko zimna,mokra noc.
Ps.Jutro na kirkucie zrobi się pusto-po wyjeździe Szymona i Weronki zostaną sam Malo i Muflon.Może ktoś ma wolne popołudnie..