Czyli to są jakieś jaja. Nawet miałam krawcową na końcu Komańczy (kierunek na Jawornik i Radoszyce), która szyła mi sukienkę (wspaniała krawcowa! sukienka wyszła najładniejsza niż dziewczyn, które szyły w wielkich miastach a szyłyśmy z tego samego materiału) i chodziłam do niej na piechotę i wcale kapliczki nie widziałam :D Ostatnimi porywami zimy nawet łaziłam tymi górkami i lasami co widać na zdjęciu i mocno skupiłam się na odcinku właśnie jak zejść z tego stromego zbocza na tory przy głównej i szłam tak sporo tym odcinkiem wzdłuż nie widząc żadnej możliwości zejścia (próby schodzenia okazywały się fiaskiem gdyż było ślisko), więc tak szłam mniej więcej od schroniska (a właściwie od samotnego domu na górce nad schroniskiem na odkrytej łące) do dworca pkp i też nie widziałam -trzeba być mną :D


Odpowiedz z cytatem