Zahartowane przez surową przyrodę konie te broniły się od wilków umiejętniej i skuteczniej niż którykolwiek zwierz puszczowy, nie zwad nauczyły się od ludzi lecz solidarności w tej walce. Ratowały ludzi, pomagały im wdzierać się w puszczę.
Ponad wszystkie zwady jedno pobratymstwo pewne. Ponad wszystkie chwalby ta chwalba najstarsza, zagadka Wierchowiny puszczowej.
Szymbałe, Szymbałe, cóż to za zagadka?
"Jasne pręciki sięgają nieba
Liść dęba staje, łapie szoch-połoch
Czujki motyla ostrzejsze od zębów
Gruby piec rozwala liściaste festunki
Czterej rębace mali zgryzą szkło
Iskra w czarnym płaszczu brnie-wybrnie z dymu
Bez ognia łusznice dwie w wichrze drżą, nie zadrżą
Dwaj pobratymi na sześciu nogach
Nad nimi skrzydła niańczą."
Zagadka jasna do cotu:
To oczy końskie sięgają nieba
To uszy końskie łowią szept i lęk
Węch nozdrzy miękkich rozgryzie wilka
Końska pierś roztrąca gąszcze, gęstwiny
Kopyta końskie rąbią śliski lód
Koń nocą brnie, wybrnie z najgłębszej mgły
Dwie głowy, końska i ludzka, obie bez lęku
Dwaj pobratymi człowiek i koń
Nad nimi anioł chroniciel