Jak to nieraz z rana przy dobrej kawce wracaja rownie dobre wspomnienia. Dobre a zarazem humorystyczne. Podczas wywolywanego jakze czesto przeze mnie obozu filozoficznego nie omieszkalismy zawitac w okolice malej odnozki zalewu solinskiego Dotarlismy w okolice bodajze Chrewtu. Oczywiscie odpiero rok pozniej sie dowiedzialem, ze mozna bylo smignac tam pasmem otryckim ladujac niemal w samej Polanie - ale madry bieszczadnik po szkodzie :P. Wyprawa miala charakter "pekaesowsko-autostopowy". W Czarnej nastapilo "zatankowanie" karnistra z jakze ulubionym zlocistym napojem i mozna bylo isc w droge asfaltowa azymutem na Polane Oczywiscie w pierwszej kolejnosci przy udanym zatrzymaniu wszelkiej masci pojazdow wyekspediowalismy nasze Panie wraz z wybrana ochrona. Plejada 19 letnich chlopow :P (wowczas) sztuk 7 upodobala sobie ten marsz i zaprzestala wylawiac jakiekolwiek pojazdy Piwo smakowalo dobrze W koncu po ilus tam godzinkach dotarlismy w okolice wspomnianego Chrewtu gdzie ponownie polaczylismy nasze sily z reszta ekipy Oczywiscie poleniuchowalismy troche nad woda i zrobilo sie lekko pozno. Pomysl byl jeden: szukamy siana i gospodarza, ktory nam owe uzyczy w celu malego wypoczynku. Pierwej jednak w Chrewcie zakupilismy jak na tamte czasy ekstrawaganckie piwo w puszce i to caly potezny karton, aby nam na tym sianku sie zbytnio nie nudzilo Ktoz by tam chcial spac :P W miedzyczasie dobrodziej gospodarz w ramach rewanzu zaproponowal nam aby dwoje chlopa pomoglo mu przy zbiorze jakichs plodow rolnych - mialo to byc jakies pol godzinki. Wytypowani Panowie lekko musieli byc zdziwieni bowiem wrocili po bodajze 4 godzinkach Cala reszta na czele z moja osoba raczyla sie dobrotliwym piwkiem I tutaj jest caly hit. Otoz po spozyciu przez kazdego obecnego przy stodolce mniej wiecej 3 szt owego napoju zaczelo sie nam cosik niepodobac. Jakos tak nam nastroj sie nie chcial zmieniac W koncu ktos wyczytal, ze na puszce jest napisane, iz to piwo bezalkoholowe :D Wtedy raczej nie bylo nam do smiechu, ale cala pozostalosc tego asortymentu zwinelismy i poszlismy do owego sklepu, aby wymienic to na jakies ciekawsze trunki - udalo sie dyplomatycznie wytargowac w zamian dwie butelczyny czeskiej gorzalki :P Dodam do tego, ze w sumie nastroje nam dopisywaly choc owi Panowie dwaj, tudziez pomocnicy Pana gospodarza nie zjedli kolacji. Ta oczywiscie zostala przygotowana dla tych ciezko pracujacych kolegow - tylko nikt nie pomyslal, aby to jakos zabezpieczyc przed latajacymi ptaszkami - no i bylo w tym troche nerwow. Smiechu jednak przez dlugie lata mielismy z tego cale mnostwo. Dosc rzec, ze kierownictwo obozu na Otrycie zamartwailo sie wielce o nasze losy bowiem nic nie wiedzialo, iz nie bedzie powrotu tego samego dnia (ach te komorki). A ktoz to wtedy zakladal? Takie historie jednak sie doskonale pamieta nawet po tych 15 latach ... i to w takich szczegolach ... Jak przy jakiejs kawie cokolwiek mi sie przypomni godnego uwagi postaram sie napisac wiecej o innych przygodach bo tych nie brakowalo