Zawsze tak było, że byli tacy, którym się chciało i tacy, którym się nie chciało. I dobrze, że tak jest. Wyobraźcie sobie, że wszystkim młodym się chce i wszyscy chodzą po połoninach, włażą na Tarnice, Halicze, Rawki...Toż to dopiero byłby horror!Zamieszczone przez lucyna
Dzięki Bogu, że jednak nie wszystkim się chce. W ten sposób zostanie "więcej" Bieszczadów.
No tak, bez dyskoteki to w dzisiejszych czasach już nie da się żyć!Zamieszczone przez lucyna
Lucyno, pracowałem z młodzieżą tzw. trudną przez kilka ładnych lat. Zmobilizowałem ich do założenia klubu, grupy, zespołu (obojętnie jak to zwać) wędrowców. Jako Wolna Grupa Turystyczna (opisana w "Poznaj Swój Kraj nr 8/2002) złaziliśmy całe nasze najstarsze góry w Polsce. Były trasy po 25-30 km (a w grupie byli też tacy, którzy mieli po14-15 lat i nieco mniej), ale nikt nie narzekał! A jak myślisz, dlaczego?
Bo tego chcieli!
To był ich żywioł, wyrwanie się z nieciekawego środowiska, zobaczenie trochę innego świata i... sprawdzenia się. Ale trzeba tego chcieć, tak zwyczajnie, po prostu...
Po przejściu trasy nikt z nich nie myślał o dyskotece, było zmęczenie, ale też i satysfakcja: "panie Wojtku- udało się, przeszliśmy, wytrzymaliśmy i przy okazji tyle zobaczyliśmy, poznaliśmy". Takie najczęściej były komentarze, dla których, wierzcie, warto być nauczycielem-wychowawcą!
Sądzę, że jeżeli zaproponuje się zbyt wiele "wynalazków" cywilizacji, będzie to jedynie jedna z wielu "szkolnych wycieczek", które pełnią inną rolę wychowawczą i tak prawdę mówiąc rzadko inspirują "górskiego ducha". Dopiero obozy wędrowne czy chociażby jednodniowe wyprawy w ścisłym gronie tych "co chcą" kształtują tegoż "ducha".
Przyznam się, że w moich czasach szkolnych nigdy nie byłem na tzw. "szkolnej wycieczce". Jeżdżenie z kilkudziesięcioosobową "bandą" było męczące i fizycznie i intelektualnie. Mieliśmy swoją małą "paczkę", która ze swoim "guru" włóczyła się po okolicy, robiła wypady w góry, organizowała obozy wędrowne czy "próby przetrwania" itp. Były ogniska, śpiewy przy gitarze, oglądanie nocnego nieba...
To właśnie kształtuje osobowość, wspólnotę, przyjaźń, umiłowanie gór, przyrody...
Dla szkolnej wycieczki tak! Zresztą rozsądny nauczyciel-miłośnik gór nie zorganizuje nigdy szkolnej wycieczki w góry! To barbarzyństwo!Zamieszczone przez lucyna
Natomiast dla grupy (nawet pierwszaków z gimazjum)-miłośników wędrówek (lub kandydatów na wędrowców) nie będzie to "znęcanie się nad dziećmi", zapewniam!
I rozsądnie i bezpiecznie!


Odpowiedz z cytatem