Odnośnie harcerstwa:
Nie ma co lamentować. Są drużyny słabe, które w lesie szukają zasięgu. Są też takie, które potrafią survival w parku miejskim cwiczyć. Tych drugich jest chyba nawet więcej.

Jestem instruktorem harcerskim, organizuję wyjazdy dla dzieciaków od kilku lat. Mała grupa, autentyczność liderów i wsłuchanie się w głos uczestników - nauka przychodzi z czasem.

Odnośnie młodzieży.

AFAIK Kwalifikowana turystyka górska nigdy nie była zajęciem masowym. Obecnie na szlakach jest taki sam odsetek plecakowców co kiedyś. Kombatanci mogą się zżymać na myśl o łatwości i dostępności sprzętu, ale za to wyjazdy studenckie siegają aż na Syberię.

Nie ma co marudzić. Jakaś część młodzieży plecakuje, bukowini i łemczy. Niech "kombatanci" zajrzą do schronisk górskich zimową nocą, zamiast w necie górskich dusz szukać. Idę o zakład, że gdyby Zillo stanął pod swoim LO z plecakiem "wyjazdowym" jakiś szajbus by się znalazł.

Odnośnie obozów.

Nie robię z młodszymi obozów w górach. Uczę ich lasu w Borach Tucholskich. Zanim pojechałem na Ukrainę złaziłem Bory i TPK. Dopiero z wiekiem tęsknota gna ludzi "wyżej". W Bieszczadach nie zrobię gry terenowej, bo jest BdPN. W BT mogę bez problemów załatwić zgodę na szałasowanie i survival. w zamian za pomoc przy pracach leśnych.

Tak naprawdę dla większości młodzieży szkolnej wędrówka nie wyczerpuje potrzeb. Dlatego trzeba góry przeplatać odpoczynkiem i dyskotekami, aby nie zniechęcić ludzi do tego.