Z prawdziwą przyjemnością czytałam powyższe posty, czas jakby się cofnął.
Nie wiem jak wyglądają dziś podwórka przed blokami, mieszkam na wsi i jest tu jakby normalnie – tak jak niegdyś było na moim podwórku.
Na łące dzieciaki grają w piłkę, bawią się w chowanego, jeżdżą na rowerach.
W szkole sala gimnastyczna jest ciągle zajęta, po południu przez uczniów wieczorami przez rodziców. Jest sporo drużyn koszykówki, siatkówki, prym wiedzie jednak piłka nożna.
Organizowane wycieczki szkolne są dla dzieciaków wielką atrakcją i zawsze jest więcej chętnych niż miejsc.
Być może, że dzieci mieszkające na wsi jeszcze nie są tak ’’ ucywilizowane, ‘‘ dlatego żyją
tak jak się żyło kiedyś.
Może z braku atrakcji typu kino, centa handlowe, powszechna dostępność netu dzieci chętnie
i aktywnie uczestniczą we wszelkich zajęciach.
Nie można jednak wszystkich klasyfikować jednako i z pewnością nie jest regułą miejsce zamieszkania.
Mam dwie córki i każda jest inna, choć chowały się razem.
Mała (teraz 15 lat), gdy miała 6 wchodziła z nami na Trzy Korony, schodziliśmy do Szczawnicy, zejście do dziś wspominam jak najgorszy horror. Płakała całą drogę, bała się wysokości i wąskich przejść między urwiskami. Duża szła bez problemu,nie narzekała.
Dwa lata temu byliśmy razem w Bieszczadach, mała wszędzie chodziła bardzo chętnie,
Dużej nie chciało się chodzić nigdzie –naTarnice weszła chyba tylko, dlatego że ją nabraliśmy, że jest tam schronisko gdzie można zjeść pizze.
W zeszłym roku mała sama zdecydowała, że jedzie w Bieszczady na obóz wędrowny, duża nie chciała nigdzie jechać całe lato siedziała w Gdańsku i była bardzo zadowolona.
Górami z pewnością można zarażać, nie każdego jednak, niektórzy są uodpornieni.
Moja młodsza zrażona jest całkowicie – w tym roku znów planuje obóz wędrowny.


Odpowiedz z cytatem