Jestem mocno przekonany, że odsetek "szajbusów" jest ciągle taki sam. Spośród moich znajomych w grupie kilku łazi regularnie, reszta w górach bywała. O harcerzach nie wspomnę, bo Pomorze ma góry we krwi. (Nie wiem czy wśród instruktorów hufca "Pasieka" znajdę kilku, którzy nie byli ostatnio w górach. W tym roku Pasieczniaki jadą na Ukrainę, w Niski i w BT, w Gorce i w Tatry. )

Zgodzę się natomiast, że dzieciaki kupę czasu spędzeją w internecie. Problemem nie jest tylko zanik kultury fizycznej, ale głównie zanik bezpośrednich relacji międzyludzkich. Zanik gier towarzyskich i sportowych jest tylko konsekwencją. Daleki też byłbym od obwiniania samego internetu, współwinne są zmniejszenie poczucia bezpieczeństwa i wyścig szczurów.

Tyle, że dla szajbusów polskie góry są zbyt zaludnione. Starsze pokolenie miało swoje "pogranicze" w Bieszczadach, my jeździmy na Ukrainę i dalej.

Nie myliłbym też turystów "trendowych" z klimaciarzami. Dzisiaj widok namiotu nie daje gwarancji znalezienia ciekawego człowieka. Plecak, namiot czy treki nie są już symbolami "szajbusów", ale zwykłymi przedmiotami.

Kiedyś wyjazd w góry już definiował typ człowieka, jako "szajbusa". Dziś wyróżnienie takowych jest trudniejsze, ponieważ góry stały się łatwiej dostępne. RWPG odeszła ;-)