Wydaje mi się, że z górami jest tak samo jak z innymi hobby. Aby zachęcić młodzież (niezły tekst jak na dwudziestolatka) potrzeba Mistrzów. Czyli osób starszych, potrafiących sprzedać daną ideę. Grupy powstające dookoła liderów istnieją i jeżdżą. Z tym, że jeżdżą w odludzia, gdzie nikt ich nie znajdzie ;-).

Patrząc na polskie góry - turystyka plecakowa nie umarła, ale ciężej ją znaleźć z powodu zwiększonego ruchu na szlakach. Część z przyjeżdżających traktuje góry jako kolejne wakacje, dla częśći są one sposobem na życie. Żadne z tych wyjść nie jest "jedyne słuszne".

Według mnie wątek ten dowodzi tylko konfliktu pokolen i syndromu kombatanckiego u Bieszczadników. Za naszych czasów nie było takich problemów. ;-)