Impreza pozegnalna była istną powodzią serdeczności, objawów przyjaźni ale i szacunku. Maras dostał album z fotkami i osobistymi wpisami od wielu przyjaciół. Powiedział, że zabierze go do Irlandii, będzie siadywał na klifie, czytał i wzruszał się. Na scianie nad schodami zawisł portret "Pierwszego Gospodarza nowej chaty". Odśpiewaliśmy mu piosenkę, napisaną specjalnie dla niego i na tę okazję. Był laptop i rzutnik i pokaz filmów o Marasie, które Radny przygotował z dużym talentem i poświęceniem (czasu). To był prawdziwy BENEFIS MARASA. Niejedna łza zakręciła się w oku. Szkoda tylko, że trwało to tak krótko. Cóż - carpe diem.