Z ekstrakcyjną bym uważał. To lżejsze frakcje o mniejszej temp. wrzenia. Można łatwiej zamienić "Kostkę" ("breżniewkę, "prymusa", Optimus 8(oryginalna wersja USA, którą ruscy zakosili)) w "Katiuszę" :)
Benzynę noszę w szklanej butli owiniętej szmatą i wsadzonej do obciętej 1.5-litrowej PET. Moja butla ma korek + zakrętkę i jest piekielnie szczelna, ale nie napełniam po czubek. Moje zawiniątko umieszczam w bocznej kieszeni plecaka. Plastykowa po np. benzynie estrakcyjnej, robi się nieco miękka po wlaniu zwykłej, więc nie próbowałem wtakowej nosić.
Osobiście gotuję na takiej właśnie kostce z kapselkiem. Ćwierć litra benzyny z baku ludkowie bez mrugnięcia okiem odlewiają "dla świra", niejednokrotnie nie chcąc przyjąć zapłaty :) Hałasuje ta moja "kosteczka" i czasem zamiast przezroczystych, bezwonnych spalin dymem smolnym zawieje, ale uwielbiam ją :) Ogień jak ze spawary.
BTW. patent na te jej przepalające się uszczelki gumowe przy zaworze - nieco pracy pilnikiem do pazurków (nie miałem pod Mirowem zestawu iglaków :) i mosiądz, jako metal "lepki", sam za uszczelkę robi.
Z gazowymi mam paskudne doświadczenia z harcerstwa - ciężkie, łatwo zdmuchnąć i trezba puste pojemniki dźwigać.
Mój plecak - stary "Atlas Sport Hofer" + szelki od innego + pas biodrowy od jeszcze inego + kilo dratwy, nici i żyłki wędkarskiej, jakimi go szyłem :) Starszy ode mnie i wciąż na chodzie.
Namiot - zamieniłem moje wysłużone "legionowo" na jakiś lekki, 2.5 kg ze stelażem z włokna szklanego za 35 zeta. Trochę tęskno za tropikiem, ale tylko jesienią. Dziwne, że dzisiaj chcąc zamienić "dwójkę" na coś nowoczesnego o tych samych wymiarach trzeba kupić "trójkę".
Pałatka - odkąd takową nabyłem, używam jej nawet w mieście. Rozmiar za duża, mieści mnie i plecak. Towarzysza podróży zaopatruję w drugą i mamy dodatkowy wigwam, często nie rozkładam głównego pałacu tylko pałatkę dolną cześcią o drzewo, kapturem do ziemi - cudny wynalazek.


Odpowiedz z cytatem