Pozdrav
Super , że udało się uniknąć kontaktu z misiem. Bardzo by go było szkoda bo był przepiękny, a i samochodu pewnie trochę też.
Co do wychodzenia na drogę znajoma , która została w Wetlinie, rozmawiała z kierowcą tamtejszego busa. Kierowca mówi, że w ostatnim czasie dwa razy zdarzyła mu się podobna przygoda. Jak nie siedział to przebiegł. Rzeczywiście miskom coś się w tych ich niedźwiedzich łbach poprzewracało. Zamiast wysoko w górach sobie siedzieć to schodzą niemalże do ludzi.
Można by rzec że tak, mam obsesję -> ale nie tyle co na punkcie szlakówco ludzi którzy chcą aby przyroda się im podporządkowała. W praktyce tak jest na terenie prawie całej Polski - ale to nic dobrego.
Szlaki -> nie będę dyskutował nad powstaniem szlaków. Lecz uważam że ludzie powinni się ich trzymac również jak i ściezek. Czy to dlatego że są idiotami czy też nimi nie są, nie jest już wazne.
Bronienie się przed miśkami bronią palną lub pieprzem jest głupoptą. Człowiek, za pomocą pieprzu, jest ledwo wstanie obronić się przed dużym psem, a uważacie że przed niedźwiedziem dacie rade.
Hałas -> rozmowa z druga osobą badź uderzenie co kilka kroków (przy samotnej wędrówce) kijkiem o kijek. Przez kawałek czasu jeżdżę w Biesy (ostatnimi czasy w porze jesienno zimowej i ani razu nie widziałem miśka, co najwyżej jego obecność.
Nie gadałem z miśkami wiec nie wiem nic o ich zakazach![]()
Niedźwiedź przechodzi przez szlaki tak samo jak inna zwierzyna, ale jak wyczuje człowieka lub go usłyszy oddala się jak najdalej. Kilka stron temu jest filmik, bodajże z BPN jak niedźwiadek usłyszał ludzi i po około 4 sekundach uciekł. Hmm to nie jest wyjatek ...
![]()
"Koleżanka mówiła że widziała go za mną w pozycji stojącej i był wtedy o około 10 cm wyższy ode mnie (mam 168 cm wzrostu).
Na szczęście ja go wtedy nie widziałam. W ogóle starałam się nie oglądać, a jak najszybciej spier..... Zaczęłyśmy dosłownie zjeżdżać na tyłkach po zboczu z powrotem na dno dolinki, niedźwiedź za nami. Przed samym dnem dolinki wpadłam w jakiś wykrot i lekko skręciłam nogę.
Jak znalazłyśmy się znów na ścieżce (lekko poniżej miejsca, gdzie go pierwszy raz spotkałyśmy) zaczęłyśmy biec w dół ścieżką, koleżanka pierwsza, ja za nią.
Przy czym ona odwracała się co jakiś czas, widziała go blisko (ja tylko go słyszałam za sobą) i krzyczała "Basia, szybciej biegnij, szybciej".
Na co ja mocno zdenerwowana, bo znów na kamieniach skręciłam nogę "kur... szybciej już nie daję rady" i w kierunku niedźwiedzia głośno - "spier..... !"
I wtedy o dziwo niedźwiedź się zatrzymał i dalej już za nami nie szedł."
Basiu ,przed niedźwiedziem NIE MA SZANS na ucieczkę ,trzeba spokojnie (jeśli nie spanikujesz )odejść.
Miałaś szczęście ,że to był młody osobnik.
Ostatnio edytowane przez Carnivora ; 20-05-2012 o 12:17
Nie do wiary!!
Wczoraj godzina 22 z minutami, mgła. Jadę samochodem w stronę Leska. Wracam z Wetliny. Nagle po prawym zakręcie we mgle dostrzegam wielkie kudłatą kule. Zbliżając się do niego gwałtownie naciskam na hamulec i wtedy odwraca się do nas wielki łeb i patrzy się na nas. Dzięki Bogu zadziałał ABS i udało się uciec na przeciwny pas. W tym czasie Miś ( bo to on okazał się tym kudłatym potworem pośród mgły) zaczął się gramolić i wystraszony uciekał w prawą stronę i przeskoczył przez barierę mostku. Cała sytuacja miała miejsce mniej więcej około 20- 30 metrów przed tabliczką Cisna. Muszę wam powiedzieć, że w pierwszej chwili przerażenie a później , jak emocje opadły i adrenalina przestała buzować wspaniałe uczucie że dane nam było zobaczyć niedźwiedzia. Zastanawialiśmy się co on robił na drodze. Siedział na swoim zadzie na środku drogi !! Gigant , przepiękny gigant. Nie sądziłem , że będzie mi dane przeżyć tak bliskie spotkanie z Misiem .
...tylko czekać aż zakapiorae virus będzie zaraźliwy i zacznie przechodzić od kichnięcia czy przez podanie ręki, w którą nosiciel nakichał a potem lekko tylko wycierając o osikane wcześniej spodnie poda Turyście Wrażliwemu na los mieszkańców Bieszczadów. Ciężka sprawa z tymi zwierzętami.. strasznie roszczeniowe są...
"Najpierw niedźwiedzie teraz wilki... straszne są te Bieszczady. Tylko posiadanie traktora może zabezpieczyć turystę przed krwiożerczymi potworami w Bieszczadach."
Ja lazłem z kompanem w poprzedniego łikenda w nocy z Wetliny przez Rabią na Rawki do Wetliny.W niedziele ok.3.10 bedąc na Rabiej i popijając browara jakieś takie fajne oczęta ujrzeliśmy w krzokach.Ponownie te ślepia zerkały na nas przy urwisku pod Rabią a po paru minutach jak siedzieliśmy w nowej wiacie te oczka ukazały nam się w całości(bo całkiem widno się zrobiło) w postaci młodego wilka.Popatrzył jeszcze troche na nas i polazł dalej.To chyba jakiś samotnik tudzież inny zakapior był.Dobrze że tym razem nie zabrałem swojej owieczki bo jej zapach z pewnościa by sprawił że tylko kostki by po nas pozostały.
Ostatnio edytowane przez robines ; 30-05-2012 o 10:38
Jedzmy gówna, przecież miliony much nie mogą się mylić.
Takie o to dziennikarstwo mamy, piszą co chcą i nie biora odpowiedzialności za słowa. Owce ZAGRYZIONE przez wilki ... wilki nie zagryzają jedzenia tylke je konsumują. Nie słyszałem o przypadku zagryzienia i pozostawienie ciepłego jedzonka ... A to oznacza że to wyłudzacze kasy, osoby którą powiadomiły o zagyzieniu przez wilki.
Na razie wilki skaczą przez 2 metrowe mury, zagryzają owce i wracają do lasu... co będzie jak ktoś je nauczy obsługiwać wytrychy i grzebać przy elektryce? Strach... z wielkimi oczami jak kolega Robines zauważył, paczą się i szpącą co by tu napsuć. Wielce mnie temat ten intryguje, jak i każdy o wynaturzeniach behawioralnych... Na KIMBIE ktoś przytargał ze sobą Gazetę Krakowską, w której to był artykuł taki:
http://www.gazetakrakowska.pl/artyku...cach,id,t.html
Czyżby w Bieszczadach też pałętały się wielkie koty? Albo Kizior czy Fifax jakiś, z nieposkromionym apetytem na łowce.
Aktualnie 7 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 7 gości)