Cytat Zamieszczone przez marmota_m Zobacz posta
Rany.... Jak się tak boicie niedźwiedzi i wilków to nie jeźdźcie w góry. Będziemy teraz roztrząsać co to szlak co to droga i jaki jest tam ruch turystyczny...
Z niedźwiedziem miałam styczność (ja byłam na szlaku on jakieś 20 metrów ode mnie w krzakach) na bardzo uczęszczanym szlaku bieszczadzkim (taki kolorowo znakowany, nie chaszcze, nie stokówka) ale poza sezonem - przełom listopad/grudzień - cały dzień nikogo nie spotkaliśmy - niedźwiedź o tyle wyraził nami (2 os) swoje zainteresowanie, że szedł mniej więcej równolegle do nas przez jakieś 10 minut - co jakiś czas przystawał i czekał... Lazł, wyprzedzał, przystawał i czekał. Poza tym, że rozmawialiśmy z kumplem cały czas to żadnych innych ruchów antymisiowych nie wykonywaliśmy. Niedźwiedź doszedł widać do wniosku, że idziemy swoją drogą, na jego nie włazimy więc nie ma nas co śledziować. Nie wiem - może przed zaśnięciem niedźwiedzie łagodnieją bo są zmęczone sezonem i ganianiem turystów. Wilki - raz szliśmy za nimi - w mocno rzadkim błotku były świeże ślady odciśnięte - jakoś nie wróciły po nas i nie zeżarły. Drugi raz szłam sama - 2 osoby w ciągu całego dnia i 1 wilk który trzymał się z daleka. Nie wiem kto miał większego pietra - ja czy wilk... Aha - październik - więc wogóle ludzi już nie za dużo. Trzeba mieć ogromnego pecha (albo szczęście) żeby ich spotkać a jeszcze ogromniejszego pecha (zdecydowanie bez szczęścia ) żeby stanąć z nimi oko w oko.
Trochę luzu w łażeniu po górach
Bo bieszczadzkie misie są nieporównywalnie mniej przyzwyczajone do ludzi, niż tatrzańskie. Bardziej się boją i mniej zbliżają, porównania z Tatrami (np. z MOkiem) są porównywaniem nieporównywalnego.

Misie płoszyłem parę razy w życiu, sam czy w dwie - trzy osoby, łażąc po lesie - czy to szukając samotności, czy to malin. Las za dnia dla pojedynczego człowieka, nie obeznanego z lasem, jest charakterystycznie pusty. I cichy. Zwierzyny nie widać, no sporadycznie jakaś sarna się ruszy albo jeleń, ale to wszystko. A niedźwiedź - jak sobie zasiada w krzakach, osobliwie w malinisku, a usłyszy że człek nadchodzi, to wstaje i idzie. Robi rumor, słychać że idzie duże zwierzę - ale krzaki niskie, jelenia byłoby widać, nie mówiąc o żubrze... a potem śladów racic brak, więc dzik też odpada. No, to kto tak wstaje pomału i oddala się z godnością? Niedźwiedź. Parę razy tak misia spłoszyłem, w masywie Magury Stuposiańskiej, lata temu.

Co innego nocą. Nocą las jest dla człowieka pełen obserwujących go oczu, widzialnych w świetle latarki. Oczek w nocnym bieszczadzkim lesie są dziesiątki, wręcz setki. No i raz - na zejściu z Jawornika do Wetliny, koło 23.00 - jedna para oczek, tak cirka ebałt 60 - 70 cm nad ziemią, stała przed nami (ja i moja miła, a dziś ślubna) na szlaku i patrzyła. Długo. Myśmy cały czas szli, ja (jako mający czołówkę) widziałem oczka, moja pani była bez latarki więc nie. Zobaczyła dopiero z odległości jakichś 10 - 15 metrów, jeszcze parę kroków i oczka znikły. Para silnie jarzących się, dużych ślepi. Znikły absolutnie bezszelestnie, ale to bez jednego dźwięku. Wilk albo ryś, nigdy się nie dowiem co to było...