Pies goniąc sarny potokiem w górę obudził prawdopodobnie śpiącą samicę. Przebiegł jakieś kilkanaście metrów od gawry, sarny około dziesięciu metrów. Wybudzona samica zaczęła przenosić młode w inne miejsce. My znaleźliśmy się tam akurat w chwili, gdy zabierała ostatnie młode. Dopiero po powrocie w to miejsce udało się mniej więcej ustalić, co się tam działo. Być może samica wybudziła się czym innym. Od gawry blisko było do drogi czy, do wyciągu narciarskiego. Nie wiadomo też jak długo to trwało. Młode leżało porzucone za pniakiem drzewa. Przy jego masie ciała i przy temperaturze około -6 stopni długo nie trzeba aby padło z wychłodzenia.
Odniosłem wrażenie jakby niedźwiedzica w ogóle nie zareagowała na nasze pojawienie się kilkanaście metrów od niej. Trzy susy wystarczyłyby, żeby była przy nas, jednak w jej zachowaniu nie było agresji.
W załączniku 2 zdjęcia Kajetana Duella, które mimo emocji wyszły ostre...


Odpowiedz z cytatem