Mi się kiedyś zdarzyło wleźć wprost na miśka (raczej niedużego), z którym spotkałyśmy się dosłownie "nos w nos" na ścieżce.

Było to na Słowacji, na uczęszczanym szlaku pod Wielkim Choczem, ale na początku maja, w przedwieczornej porze (około 19.30) kiedy oprócz nas nikogo tam nie było.
Zresztą na Słowacji nawet te "uczęszczane szlaki" są uczęszczane przez najwyżej kilkanaście osób dziennie.

W każdym razie misiek (wielkości bardzo dużego psa) szedł sobie szeroką ścieżką do góry a ja z koleżanką - na dół. Nasz błąd że byłyśmy cicho, nie gadałyśmy akurat ze sobą, wiec pewnie nas nie słyszał.
No i nagle po wyjście zza zakrętu ścieżki stanęłyśmy prawie "nos w nos" z tym miśkiem, w odległości około 10 m.

Co się stało dalej - to osobna opowieść i niektórym już chyba opowiadałam.