ja zawsze słyszałam że w lasach okolic Baligrodu, Zatwarnicy, Teleśnicy, Wołkowyji jest najwięcej niedźwiedzi, bo w tych miejscowościach położonych między wzgórzami i praktycznie prawie w lesie mało ludzi mieszka
szlaki też prowadzą lasami
w Yellowstone nie jedną osobę pozycja embrionalna uratowała więc mały gaz pieprzowy z tak dużym zwierzem może być średnio skutecznymyślę że zapanuję i zdąże.ZAWSZE to jest jakaś szansa....wole to niż się położyć się na ziemi osłonić głowę rękoma i......udawać martwegoniedźwiedzia lepiej nie spotkać i tyle
:ja wolę czynny opór tak mnie wyszkolili.....a pojemnik z gazem ma być DUŻY......![]()
Tak być nie może,bo tak być musi...
Złosliwość przez Ciebie przemawia,ale CI odpowiem, bo nie Wiesz co Mówisz....pojemnik noszę ZAWSZE w prawej kieszeni spodni i jak widzę że coś jest nie tak rękę mam w kieszeni i palec na spuście......odnosi się to do agresywnych zwierząt i.........niestety ludzi
Tak być nie może,bo tak być musi...
eee- nie bierz tego aż tak serio....Ale miałem takie spotkania- są to sytuacje bardzo dynamiczne !! tak, że ja np. nie zdążyłem sięgnąć po aparat.Druga sprawa - wątpię czy akurat gaz będzie skuteczny na misia. Obawiam się , że jeszcze bardziej go wkurzysz ! Do tego zasięg paru metrów...a ile ma zasięg łapek owego ?...Na zdziczałe pieski czy agresywnego menela -owszem....Ale słyszałem też o sytuacjach , że mocno narąbani osobnicy bywają dość odporni na owy gaz.Myślę , że korzystniejszą sytuacją JEST UNIKANIE takich spotkań...Cóż, zwierzaki są U SIEBIE, my zaś tylko tam przebywamy....
no niby znikoma ale jednak jakaś zawszeo ile my tutaj zdajemy sobie sprawę jakim zagrożeniem może być niedźwiedź o tyle nie brakuje ludzi, którzy myślą że to miłe misie przytulaki
ze znanych szlaków gdzie podobno można spotkać niedźwiedzia to szlak Wołosate-Rozsypaniec-Halicz...oczywiście raczej nocą niż za dnia
ja 2 lub 3 lata temu widziałam we wrześniu pod lasem niedźwiedzia idąc już pod wieczór z Wołosatego do Ustrzyk Górnych - no ale dzielił mnie spory kawałek drogi do niego i w drogę sobie nie weszliśmy![]()
oczywiscie że należy unikać,ale jak przyjdzie co do czego trzeba wszystkiego spróbować a nie zdać się na łaskawosc misia,po drugie nawet mocno narąbani osobnicy i naćpani wysiadają po potraktowaniu muchozolem co miałem okazję sprawdzić nieraz służbowo.....a misie raczej nie piją i nie ćpają ,no chyba że mają doła...ale to inna bajka.......
Tak być nie może,bo tak być musi...
Ze względu na znajomośćbiesów swoja jak i znajomych, śmiem sądzić
że znikoma ilość zwierzaków chodzi po szlakach i jednocześnie widzimy je bądź stanowią zagrożenie dla człowieka. Na tyle lat ile spędziłem w Biesach słyszałem o kilku wydarzeniach, z różnymi zwierzętami.
A ja uważam się za szczęśliwego/pechowego* człowieka,który nigdy na szlaku nie widział drapieżnika.
W 2011 luty/marzec wychodząc z Koliby PW na Magurę około 50 m. obok widziałem trzy sztuki kopytne ... kilkanaście metrów wyżej zaczęły się ślady wilków które :
a) znaczyły teren tak intensywnym w zapach moczem, że było czuć na metr/dwa wcześniej
b) ślady które były w "wężyku" rozdzielały się na boki na kilka , i po około 10 metrach łączyły się i z powrotem wężyk.
Taką obstawę kilku wilków 4/5 miałem do samej magury stuposiańskiej (przewyższenie około 200 metrów), ale żadnego nie widziałem, żaden mnie nie zaatakował. Była zima i zapewne były głodne bo sądzę ze szykowały się na te kopytne które wypłoszyłem przy Kolibie ...
* niepotrzebne skreślić
Aktualnie 9 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 9 gości)