Bicie piany. Żaden drapieżnik żyjący w swoim rodzimym środowisku nie jest w stanie wytępić swojej zdobyczy. Jak wilki mają za mało zdobyczy, to albo poszerzają swój teren (w warunkach naturalnych z reguły na zasadzie wojny z sąsiednią watahą, przez co ilość wilków znów spada), albo migrują w inne miejsce, gdyż są to bardzo mobilne zwierzęta, które są w stanie przejść w tydzień z Bieszczadów na wyspę Wolin. Taka wojna watah miała miejsce, gdy na zachód od Polańczyka "elita" myśliwska wytępiła zwierzynę (to były przymiarki do tego masowego tłuczenia zwierzyny, które potem nastąpiła pod pretekstem walki z ASF i innymi chorobami, a częściowo nawet bez żadnych pretekstów, po prostu w poczuciu zwykłej bezkarności). Wskutek tego miejscowe wilki zaatakowały watahę z doliny Żernicy i odebrały jej północną część doliny. Granica terytoriów przebiegała drogą, wiodącą dnem doliny. Dodać należy, że saren i jeleni też jest podobno zbyt dużo i trzeba je wytępić... To jest ciąg narracyjny tego typu:
1. Trzeba wyciąć drzewa w dolinach rzecznych, bo powodują powodzie (do tej pory na całym świecie uważano że przeciwnie, zapobiegają im),
2. Jak się wytnie drzewa, to zacznie się płacz, że to wina bobrów,
3. Jak się wytępi bobry, to winne temu wytępieniu będą wilki, które je "wymordowały" i wilki z kolei trzeba będzie wystrzelać.
Ciemny lud wszystko kupi, bo on żyje dniem dzisiejszym i nie pamięta, co ta sama osoba mówiła jeszcze wczoraj, a także nie umie myśleć logicznie, kierowany tylko popędami i emocjami...
Myślę też, że hodowcom zwierząt gospodarskich dużo większe szkody mogą uczynić pomysły ustawowe w stylu "piątki dla zwierząt" (niby dla dobra zwierząt), niż najbardziej nawet rozmnożone wilki. Zresztą, ataki wilków na zwierzęta domowe nie zależą od ich liczebności, tylko od tego, czy znajdują się między nimi watahy zdemoralizowane, tj. nauczone tego polowania. Nieoficjalnie mówi się, że w Bieszczadach główni winni to ludzie, którzy wyrzucają na tyły zabudowań padlinę, żeby przywabić wilki, aby turyści mogli robić im zdjęcia.
Z tymi pomysłami tępienia wilków nie chodzi nawet o żadną "żądzę mordu, charakteryzującą myśliwych", bo myśliwi są różni, tylko o rządzę "elit", dotyczącą tego, żeby mogły robić w Polsce "to, co chcą". O przeroście populacji zwierzyny płowej też nie słyszałem W JAKIMKOLWIEK MIEJSCU W POLSCE, to jest mit, należący do jednego z opisanych wyżej ciągów narracyjnych w stylu "stwórz problem i zaproponuj rozwiązanie" (a w międzyczasie znajdź winnego), mających uzasadniać tępienie i niszczenie WSZYSTKIEGO. Nigdzie w Polsce nie występują naturalne pastwiska, spowodowane częstym żerowaniem zwierzyny, a to świadczy, że jest jej wciąż jeszcze za mało (kiedyś naturalne pastwiska musiały występować, gdyż spora część naszych roślin i ptaków jest związana z niską trawą na wilgotniejszych glebach - np. krokus spiski, storczyki łąkowe, szpak, kwiczoł, wiele ptaków krukowatych). Nawet słynnych dzików w Polsce jest daleko mniej, niż w Niemczech na podobnej powierzchni. Chyba, że ktoś porównuje dzisiejsze czasy z czasami PRL-u, gdy z powodu kłusownictwa wiejskiego i opanowania łowiectwa przez bezkarną "czerwoną szlachtę" zwierzyny prawie nie było...
Dziś myśliwi to już niekoniecznie jest "czerwona szlachta", jak dawniej, ale częściej różni hobbyści, starający się rozumieć przyrodę, zamiast żyć XIX-wiecznymi pruskimi mitami w stylu, że "drapieżnik to szkodnik". Dla takich ludzi polowanie nie jest sposobem na bezkarność i zdobywanie "haków", a nawet jednak taka osoba w kole łowieckim psuje zabawę. Gdyby było inaczej, nie byłoby pomysłów w stylu likwidacji PZŁ (bynajmniej nie oznacza ona likwidacji łowiectwa, jak myślą naiwni - oznacza ona LIKWIDACJĘ ŁOWIECTWA LEGALNEGO I CYWILIZOWANEGO I POWSTANIE NA JEGO MIEJSCU KOLEJNEJ PRZESTĘPCZEJ "SZAREJ STREFY"). Niestety, mafijne zachowania przeniosły się do parków narodowych i rezerwatów, gdzie nie ma obwodów łowieckich i przy stałym ograniczaniu kontroli społeczeństwa (zakaz chodzenia w nocy po lesie, potem likwidacja społecznej Straży Ochrony Przyrody, a szykują się następne ograniczenia) można robić, co się chce, jeśli się należy do kasty wybrańców. To dążenie wybrańców do bezkarności, do robienia, na co się ma ochotę, widać dziś nie tylko w myślistwie, ale w KAŻDEJ dziedzinie życia i tę bezkarność wprowadza się zupełnie otwarcie, ustawowo...
Człowiek to też jeden z drapieżników, rodzimych dla polskiej przyrody. Wystarczy popatrzeć na żubry. Te nizinne są bardziej rude, bo maskuje je otoczenie pni sosnowych. Te górskie są brązowe, bo maskuje je otoczenie pni drzew liściastych. Ale przed jakim drapieżnikiem poza człowiekiem miałyby się żubry w ten sposób ukrywać, skoro tylko człowiek spośród polskich i europejskich drapieżników, które polowały na żubry, umie rozróżniać kolory?



Odpowiedz z cytatem