Wieczorem zmęczony, ale bardzo szczęśliwy docieram do Lublina. W poniedziałek czytam na forum, ze Zosia była przy wodospadzie. Jest on i ma się dobrze. Przymurowało mnie. Zły na Barnabę, że mu się w piątek nie chciało iść wyżej, a przede wszystkim na siebie, że nie rozpoznałem dobrze miejsca długo nie mogłem przyjść do siebie. Najdalej w sierpniu będę znowu w Bieszczadzie, choć nie wykluczam Browarna z Browarem w Tarnowie oraz z Piotrkiem gdzieś na Sanie, to sobie znowu tam pójdę. Aha! Jeszcze informacja dla Zosi. W piątek spotkaliśmy tam ku mojemu zdumieniu cztery osoby. I to by było na tyle....