Barnaba w Bieszczadzie, a ja w domu. Nie, żebym tęsknił za Synkiem ale mi cały majowy łykend łyso. W czwartek dostaje od Syna SMS: wracam jutro. Jak przyjedziesz do mnie to zostanę jeszcze jeden dzień. I co? Miałem go pozbawiać jednego dnia w Bieszczadzie? Tak się nie godzi. W sobotę musiałem być w Lublinie, więc sobie pomyślałem, że skocze sobie na kilka godzin …. Około 1 w nocy byłem w Ustrzykach Dolnych. Pobudziłem młoda recepcjonistkę w Hoteliku przy Muzeum i po chwili spałem. Za nocleg zapłaciłem 35 PLN i uważam, że dużo przepłaciłem. Rano 5:45 pobudka. Umówiłem się z Barnaba na przystanku PKS. Przepakowanie Karawanu, żeby było chociaż jedno miejsce wolne. Bagażu miałem bez liku. Nie uwierzycie ale karawan prawie kipiał /tylne siedzenia złożone. W pewnej chwili przebudzenie. Telefon do syna Wysiadaj z Conexu w Czarnej. Zajeżdżam do Czarnej. W sklepie z żelastwem wszelakim kupuję klucz 19, bo mi będzie potrzebny. Wychodzę przed sklep. Barnaby ni ma. Telefon. Gdzie jesteś? W Czarnej! Okazało się, że moje szczęście wysiadło przystanek wcześniej. Podjechałem po niego. Postanawiam mu pokazać chatkę która jest najbliżej. Znalazłem ją bez trudu ale wpadłem w osłupienie. Toż to prawie Dacza się zrobiła. Była zamknięta ale stoliki, ławeczka a nawet Huśtawka przed nia była. Trochę się pohuśtaliśmy i pojechaliśmy na UG. W Pszczelinach strusi już nie ma. Są opłotowane sarny. Widok żałosny. Dalej zatrzymali mnie Obrońcy Granic. Rutynowa kontrola i jedziemy dalej. Powolutku nie spiesząc się dojeżdżamy do Cisnej. Jest około 9:00. wpadamy do Ryśka Denisiuka ale drzwi otwiera nam Mrówka. Znowu urzęduje w Cisnej. Rozmowa zeszła na wspólnych znajomych i na ikonę, którą mam zamówioną już drugi rok. I tu szok ikona prawie gotowa.
C.D.N.


Odpowiedz z cytatem