Strona 1 z 5 1 2 3 4 5 OstatniOstatni
Pokaż wyniki od 1 do 10 z 43

Wątek: TERAZ JA, TERAZ JA!!! czyli moje szllajanie się po Biesach!

  1. #1
    Bieszczadnik Awatar Barnaba
    Na forum od
    01.2005
    Rodem z
    Festung Posen
    Postów
    1,614

    Domyślnie TERAZ JA, TERAZ JA!!! czyli moje szllajanie się po Biesach!

    Dzień Pierwszy!

    Wyjechałem pociągiem o 16:35. Pociągi TLK (Tanie Linie Kolejowe) wyszły mnie dużo drożej niż zwykły pośpiech. TLK okazało się być ofertą Inter City. Poznań- Zagórz (do Krakowa IC) kosztowało mnie 55,56 zł. Do Krakowa przejazd był obleśny. W przedziale trafiła mi się jakaś matka z córką. Córka non- stop coś jadła. Od razu wyczułem jak się skończy obżarstwo 4 letniego dzieciaka. Nie wiedziałem czy katastrofa nadejdzie z góry czy z dołu. Oszczędzę szczegółów- dywan w IC śmierdział już od Wrocławia.

    Kraków jak zwykle okazał się nie przygotowany na takiego jak ja dostojnika z Poznania. Na miejscu byłem o 22:48 a przechowalnia bagażu czynna do 22:00. Nie ma jak to zorganizowana pomoc dla turysty. Na mieście osiadłem w kafejce internetowej na Floriańskiej, ostatnie chwile na gg i skype, bo kafeja czynna do 24:00. Pozostała mi już ostateczna miejscówka: Mc Donald. Do godziny 2:09 (odjazd) jakoś mi zeszło.

    W pociągu zgadałem się z jakąś śmieszna ekipą 2 dziewczyn i ich facetem. Nic już nie spałem......
    https://wydawnictwo.lesneoko.com- Że przewodnik napisałem i że ludzi uszczęśliwiam. A co!

  2. #2
    Bieszczadnik Awatar Barnaba
    Na forum od
    01.2005
    Rodem z
    Festung Posen
    Postów
    1,614

    Domyślnie

    Dzień Drugi!

    W Zagórzu wpakowałem się do busa jakiegoś niezależnego przewoźnika. Po chwili jazdy stanąłem na placu przed brakiem PAVULONU- no bo jak można stanąć na placu przed PAVULONEM skoro go tam nie ma? W Siekierach siedział sobie Rysiu - poeta. Jeszcze przed wspólną pogawędką zasięgnąłem języka u barmana. "Budka rozjebała się jak ją przesuwali" usłyszałem. Wersja Rysia była nieco bardziej stonowana, ale fakt faktem PAVULON ma być po stronie przeciw położnej, ma być większy i w ogóle... Niebawem w Siekierach pojawił się Pan Potocki (z żoną ...) , a na stole ujrzałem, sam nie wiem kiedy ale był..... plan na Bieszczadzkie Anioły. Tak tak, kolejny spęd ludzi pełnych nadziei "że będzie lepiej" jest już w planach. Sam zignoruję tę imprezę.
    Z Cisnej wyruszyłem w kierunku Diabligrodu PKS`em. Dla dobra miejsca nie napiszę dokładnie którędy i jak..... (bo po co?) Po jakimś czasie marszu zobaczyłem pędzącego maluszka "Carpatian Bison Project" Żubr jechał do miasta. Poznałem Teresę- taka miła brunetka. Zabrałem się więc z Żubrem do miasta, po paliwo (to do picia i do pędzącego maluszka).
    Na miejscu, w chatce była Kamila- kolejna miła postać. Ledwo otworzyłem piwo w drzwiach pojawił się Wojtek z tajemniczą dziewczyną, ma na imię Agata. Chwila rozmowy i już odkryłem nowe zastosowanie pudełka do filmu foto- Świetnie nadaje się do "dozowania" mojego wysoko procentowego bimberku.
    Jak tam wszystko idzie płynnie.... Może przeginam, ale bardzo, bardzo lubię tam przebywać, głównie dzięki ludziom, których tam spotykam. Nikt nigdy nie idzie sam po drewno, nikt nie rąbie sam, nikt sam nie rozpala, i nikt nie prosi o pomoc- tak wszyscy sobie pomagają i są niedaleko, choćby z chłodnym piwkiem. Zasmuciło mnie jedynie to, że nieopodal, zaczęli działać drwale. Tak jakoś łyso się zrobiło- szkoda. Nie długo po rozpaleniu ogniska przyszła jakaś ekipa ...... która od razu wbiła się na strych i patrzyła na nas z góry. Żubr próbował uskutecznić zamianę ciutki bimberku na wino, ale współlokatorzy "z góry" średnio rozmowni byli- tylko kiwali głowami. Po południu przyszli jacyś turyści, matematycy jacyś czy coś, ja tam nie wiem, poszli sobie chwiejnym krokiem po paru godzinach.
    Wieczorem rozdziewiczyłem (roztoporzyłem) mojego fiskarsa. Zupełne realia rżnięcia:) Można sobie zdrowo pociupać hihi
    Wieczór..... kanapki.... bimberk..... jedyna na świecie herbata, .... świecące w blasku płomieni oczy, .... żarty i rozmowy- dla tego właśnie jadę w Bieszczady
    https://wydawnictwo.lesneoko.com- Że przewodnik napisałem i że ludzi uszczęśliwiam. A co!

  3. #3
    Bieszczadnik
    Na forum od
    01.2006
    Rodem z
    Poznan
    Postów
    158

    Domyślnie

    A co się stało z Twoją ekipą Piszesz tak, jakbyś szedł sam.

  4. #4
    Bieszczadnik Awatar Barnaba
    Na forum od
    01.2005
    Rodem z
    Festung Posen
    Postów
    1,614

    Domyślnie

    właśnie produkuje..... moment
    https://wydawnictwo.lesneoko.com- Że przewodnik napisałem i że ludzi uszczęśliwiam. A co!

  5. #5
    Bieszczadnik Awatar Barnaba
    Na forum od
    01.2005
    Rodem z
    Festung Posen
    Postów
    1,614

    Domyślnie

    Dzień Trzeci!

    Trzeciego dnia Wojtek z Agą obudzili mnie baaardzo wcześnie, zbyt wcześnie. Pospałem sobie jeszcze zwinąłem bajzel, po bimberku i heja poszedłem poprowadzić moją kolonię przez Bieszczady. Do Cisnej zabrał mnie jakiś miły Jegomość, którego imienia nie pamiętam- pewnie przez zalegający bimberek. W Cisnej ekipa już była. Grzechu, jego kuzyn Marcin, jego dziewczyna Milena, Dugi i jego dziewczyna Monika, jej kolega Mateusz, Anka i Tomasz. Już w Poznaniu wiedziałem że zbyt wiele tego jak na moje słabe serce :)
    W Siekierach znaleźliśmy dla siebie trochę miejsca, kupno piwa naraziła moją cierpliwość na duuużą próbę. W końcu wyruszyliśmy na Łopiennik. Czułem jak z każdym krokiem uchodzą ze mnie wczorajsze i dzisiejsze gramy trunków wszelakich.
    Na Łopienniku było średnio, ot uwaliliśmy się na trawie, popijaliśmy piwo i drzemaliśmy sobie.
    PRZYGODA, jak to ja, jeszcze nigdy nie zszedłem z Łopiennika do Łopienki szlakiem., nawet już się tym nie przejmuję. No niby czym się przejmować skoro było pięknie? Najpierw strome zejście w dół ok 20 minut, a następnie postój w jarze przy potoku. Spojrzałem na mapę, stwierdziłem, że przechodzenie przez kolejne jary mija się z celem. Wspólnie zadecydowaliśmy, że idziemy potokiem. Po 2 godzinach wędrówki sytuacja zaczęła nas przerastać: potok znacznie zyskał na sile, a brzegi jaru były co raz to bardziej strome, ekipa zaczęła się rozciągać. Ale przecież było tak pięknie.... Na postoju stwierdziłem, że na każdym potoku prędzej czy później jest jakiś most, a na moście droga, która gdzieś prowadzi. Kolonia zaczęła kręcić nosem, jedynie Mateusz był wniebowzięty. Część stwierdziła że lepiej wydostać się z jaru i iść górą- zniknęli niespostrzeżenie. W pewnym momencie potok przecięła droga leśna. Zebraliśmy się, i okazało się że nie ma Dugiego i dziewczyny. Zaczęło szarzeć, kropić, ale było tak bardzo pięknie. Z boków jaru biła woda, piękne powalone kłody- już bez wartości opałowej, ale tak cudownie porośnięte mchem.... Dugi z Moniką woleli tego nie widzieć, i tylko cha się tym nie przejmowałem. Marcin zaczął mieć do mnie pretensje, że wyrżnął nogą w kamień.... jakoś tak niezdrowa atmosfera była. Było PIĘKNIE.
    Podjeliśmy decyzję, że idziemy do Łopienki do bazy- może tam będzie Dugi ze swą lubą.
    https://wydawnictwo.lesneoko.com- Że przewodnik napisałem i że ludzi uszczęśliwiam. A co!

  6. #6
    Bieszczadnik Awatar Barnaba
    Na forum od
    01.2005
    Rodem z
    Festung Posen
    Postów
    1,614

    Domyślnie

    Dzień Trzeci! - wieczór

    W bazie w Łopience byłem tylko raz, i to dawno. Trafiliśmy tam niemalże przypadkiem, na przełaj po krzaczorach- tak jak to się łazi po Bieszczadach najlepiej. Na miejscu był już Dugi z Moniką. Większość była zła na Dugiego, chcieli aby wykonał on jakąś "karę zaległą". Przez resztę pobytu miał do wykonania różne prace w imię "kary zaległej". Wieczorem przy kominku zrobiliśmy sobie coś do zjedzenia Dugo z Moniką, i Marcin z Mileną nie tracili czasu na zbytnie rozkoszowaniem się atmosferą, widokami i w ogóle- zamknęli się w namiocie i tam doświadczali miękkości traw Bieszczadu. W wiacie na bazie ekipa 19 osób z jakiejś organizacji "Przewodników Beskidzkich" skutecznie przypominała mi ogniska sprzed kilku lat na obozach. Szlagiery Gintrowskiego, Kaczmarskiego, czy zwykłe takie piosenki.... miło było posłuchać. Do kominka przysiadła się jakaś dziewczyna.... stwierdziłem że skoro oni są z koła przewodników, to ja wolę chodzić bez przewodnika:)
    W nocy padało, a powietrze było tak wilgotne, że buty, które wieczorem były lekko wilgne, rankiem okazały się całkiem mokre
    https://wydawnictwo.lesneoko.com- Że przewodnik napisałem i że ludzi uszczęśliwiam. A co!

  7. #7
    Bieszczadnik Awatar Barnaba
    Na forum od
    01.2005
    Rodem z
    Festung Posen
    Postów
    1,614

    Domyślnie

    Dzień Czwarty!

    Rano w Łopience suszyliśmy się. W czasie suszenia butów ciuchów, namiotów i w ogóle wszystkiego wysłuchaliśmy, moim zdaniem wybitnie dziwnych poglądów "Niedźwiedzia" na temat leśniczych, myśliwych turystów i w ogóle. Gdybym tam siedział tyle czasu pewnie też bym zdziwaczał i doszedł do podobnych wniosków co on. Zepsuty statyw zostawiłem w bazie- odwrócony może służyć za suszarkę. Z Łopienki wyszliśmy o 14:00. Na parkingu (płatnym) zostawiliśmy śmieci i podążyliśmy na sine wiry. W międzyczasie Dugi zaproponował mi "herbatkę miętową"- to był podstępny bimber. Nie powiem gdzie nocowałem- no bo po co. Ci co wiedzą, to wiedzą, a ci co nie wiedzą niech niewiedzą. Miejsce ustronne, spokojne, ciepłe.
    https://wydawnictwo.lesneoko.com- Że przewodnik napisałem i że ludzi uszczęśliwiam. A co!

  8. #8
    Bieszczadnik Awatar wojtek legionowo
    Na forum od
    01.2005
    Rodem z
    legionowo
    Postów
    369

    Domyślnie

    Witam.
    Tym jegomościem jak to ładnie okrerśliłes byłem ja .
    Mnie równiez miło było Cię poznać,szkoda,że droga była taka krótka i nie było czasu zatrzymać sie i wysączyć trochę płynu który wiozłem w bagazniku
    Pozdrawiam i czekam na dalszą relację zTwojej wyprawy,napewno nie tylko ja.
    Wojtek legionowo

  9. #9
    Bieszczadnik Awatar Barnaba
    Na forum od
    01.2005
    Rodem z
    Festung Posen
    Postów
    1,614

    Domyślnie

    Dzień Piąty!

    Kolejny dzień zaczynał się baaardzo długo. Ludzie wstawali chyba z 4h. Najpierw Mateusz i Grzechu, na końcu Marcin. Ci co najaktywniej spędzali wieczór byli najbardziej zmęczeni. Sam rano miałem problemy, ale nie byłem w najgorszym położeniu (może uratował mnie mój bebeszek). Wyszliśmy o 11:00. Kiedy zaszliśmy na Rajskie mieliśmy za sobą już ulewę. W Rajskiem poszliśmy na "rożen". Kury nie było. Był bigos i piwo. Piwo było pycha, a bigos okazał się pułapką która wywiodła mnie w krzaki. Część ekipy poszła do Zatwarnicy drogą, natomiast ja Grzechu i Marcin poszliśmy na Tworylne.
    Na Tworylnem było pięknie. Lepiej niż w lipcu, czy kiedykolwiek indziej kiedy tam byłem. Trawa była jeszcze bardzo niska, można było wszystko dobrze zobaczyć. Znalazłem to i owo, czego przy wysokiej trawie nigdy bym nie znalazł. Niesamowite wrażenie wywarły na mnie tamy bobrowe. Jeśli ma się ochotę- można na nie wejść. Z daleka widać też żeremia- chyba tak się nazywa "mieszkanie bobrów". Głębokie bagna na Tworylnem opisywane przez "Niedźwiedzia" w Łopience, okazały się nieco podmokłym błotem. W udaliśmy się w stronę Sanu. Woda na Sanie okazała się lodowata- ale nie - nie do przejścia.
    Potem było już tylko zapieprzanie do Zatwarnicy- w pocie i deszczu. W międzyczasie zadzwonił Tata, i wyznałem prawdę -> byłem "wyjebany jak koń po westernie".
    Do Zatwarnicy doszliśmy przy świetle księżyca. Cały poobcierany i poodparzany. Piwko, czekolada i nyny
    https://wydawnictwo.lesneoko.com- Że przewodnik napisałem i że ludzi uszczęśliwiam. A co!

  10. #10
    Bieszczadnik Awatar Barnaba
    Na forum od
    01.2005
    Rodem z
    Festung Posen
    Postów
    1,614

    Domyślnie

    Dzień Przed Ostatni!

    Głównie za moją namową, i przez wzgląd na moje i innych dupsko zostaliśmy w Zatwarnicy. Część wyszła na Wetlińską, ale tylko jedna osoba wróciła w czasie wiarygodnym (w 2h się nie da tam i nazad), ja z Tomaszem i Mateuszem wypełniliśmy kieszenie piwem i poszliśmy na Hulskie. Przed namiotem zrobiłem łyżkę- którą potem zgubiłem. Wypiliśmy piwko i poszliśmy wzdłuż potoku do Zatwarnicy. W Zatwarnicy spotkałem Wojtka. Tak się stalo że Grzechu i Marcin obrzydzili Wojtkowi wspólne przebywanie. Marcinowi nagle okazało się niewygodnie. Spakowaliśmy się i poszliśmy z Wojtkiem pod namiot. Jakieś kamienie nie były wygodne, jednak nie musiałem patrzeć na Marcina łypiącego na mnie i na Wojtka, jak byśmy nie wiem co mu tam zrobili.
    https://wydawnictwo.lesneoko.com- Że przewodnik napisałem i że ludzi uszczęśliwiam. A co!

Informacje o wątku

Użytkownicy przeglądający ten wątek

Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)

Podobne wątki

  1. Teraz ja, czyli moje wejście w nowy rok...
    Przez Barnaba w dziale Relacje z Waszych wypraw w Bieszczady
    Odpowiedzi: 6
    Ostatni post / autor: 11-01-2006, 21:13
  2. Warto teraz w biesy?
    Przez j w dziale Bieszczady praktycznie
    Odpowiedzi: 15
    Ostatni post / autor: 09-04-2005, 08:07
  3. Teraz, to już na pewno nie zgadniecie :)
    Przez T.B. w dziale Bieszczady praktycznie
    Odpowiedzi: 7
    Ostatni post / autor: 16-07-2003, 12:59
  4. Teraz Lato
    Przez sofron w dziale Bieszczady praktycznie
    Odpowiedzi: 8
    Ostatni post / autor: 17-11-2002, 19:34
  5. To teraz, dla odmiany, zagadka literacka
    Przez Stały Bywalec w dziale Bieszczady praktycznie
    Odpowiedzi: 7
    Ostatni post / autor: 17-10-2002, 14:39

Zakładki

Zakładki

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •