Dzień Piąty!
Kolejny dzień zaczynał się baaardzo długo. Ludzie wstawali chyba z 4h. Najpierw Mateusz i Grzechu, na końcu Marcin. Ci co najaktywniej spędzali wieczór byli najbardziej zmęczeni. Sam rano miałem problemy, ale nie byłem w najgorszym położeniu (może uratował mnie mój bebeszek). Wyszliśmy o 11:00. Kiedy zaszliśmy na Rajskie mieliśmy za sobą już ulewę. W Rajskiem poszliśmy na "rożen". Kury nie było. Był bigos i piwo. Piwo było pycha, a bigos okazał się pułapką która wywiodła mnie w krzaki. Część ekipy poszła do Zatwarnicy drogą, natomiast ja Grzechu i Marcin poszliśmy na Tworylne.
Na Tworylnem było pięknie. Lepiej niż w lipcu, czy kiedykolwiek indziej kiedy tam byłem. Trawa była jeszcze bardzo niska, można było wszystko dobrze zobaczyć. Znalazłem to i owo, czego przy wysokiej trawie nigdy bym nie znalazł. Niesamowite wrażenie wywarły na mnie tamy bobrowe. Jeśli ma się ochotę- można na nie wejść. Z daleka widać też żeremia- chyba tak się nazywa "mieszkanie bobrów". Głębokie bagna na Tworylnem opisywane przez "Niedźwiedzia" w Łopience, okazały się nieco podmokłym błotem. W udaliśmy się w stronę Sanu. Woda na Sanie okazała się lodowata- ale nie - nie do przejścia.
Potem było już tylko zapieprzanie do Zatwarnicy- w pocie i deszczu. W międzyczasie zadzwonił Tata, i wyznałem prawdę -> byłem "wyjebany jak koń po westernie".
Do Zatwarnicy doszliśmy przy świetle księżyca. Cały poobcierany i poodparzany. Piwko, czekolada i nyny


Odpowiedz z cytatem