Dzień ostatni przedpołudnie jeszcze w Bieszczadach, a potem....
Obudziły mnie jakieś dialogi, GOPRowców chyba. Spałem na podłodze na parterze, tak więc słyszałem wszystko dobrze.... Było grubo przed 8 rano. Jako że śpiwór mam wąski, nie chciałem przedłużać męczarni, i szybko wyskoczyłem. Jacyś dziwni ci gimnazjaliści- część z nich zeszła się pożegnać i życzyć "szerokiej drogi". Nie spodziewałem się takiego gestu do dzieciaków i było mi bardzo miło. Tuż po 8 spod butów ślumprało błoto, niestety nie udało mi się wywołać tego cudownego dźwięku kiedy to wyciągając but z głębokiego błota zasysa się powietrze- czy dlabi wie co tam- ale dźwięk byłby fajny. Do Stuposian doszedłem jak bym z procy wystzrelił. Mimo że słoneczko wyszło już ponad góry, nie było jeszcze gorąco. Zachwycałem się ostatnimi widokami Bieszczadów.... Nie zwalniałem marszu, jednak w Stuposianach dorwał mnie PKS. W Czarnej przerwa na szluga dla Pana Kierowcy... heh dobrze że nie palił w autobusie. W Sanoku okazało się że gdzieś w moich rachunkach wcięło mi ciut gotówki. Nie chciałem ryzykować, jednak doszedłem do wniosku, że stopem byłoby lepiej.
Jakiś ukrainiec zatrzymał dla mnie TIRa. Co za koleś, miły gość, ale klął na jakiegoś tam kierowcę- nie znam ukraińskiego, byle do przodu. 9km przed Miejscem Piastowym złapałem znów stopa- do tejże miejscowości. Ostatnim pojazdem, tym którym wjechałem do Rzeszowa był Land Rover pickup! Jejku ale frajda była.... do dziś czuje na tyłku wszystkie nierówności drogi, ale dojechałem na czas- i to się liczy!
W Rzeszowie spotkałem się z Agatą, dziewczyną poznaną już jakiś czas temu. Chwile wspólnej rozmowy minęły zbyt szybko. Moje gadulstwo, i ciekawość nie zostały zaspokojone, następnym razem .... kiedy to będzie?
Zdjęcia dołączę, jak wywołam.


Odpowiedz z cytatem