po roztoczu poruszalam sie roznie, pare razy bylam pieszo, chodzilam z namiotem , rozbijalam sie na dziko w lesie- i mimo ze plasko nigdy sie nie nudzilam. Co krok trafiala sie cerkiewka, stary cmentarz, sklep pod ktorym mozna przy piwie pogawedzic z miejscowym, babuszka opowiadajaca o UPA, lasy, pola, nieraz i jakie jeziorko...i ten dziwny spokoj, cisza i dziwna nostalgia ktorej w gorach jakos sie az tak nie spotyka...jakby oddech dawnych lat... jezdzilam tez po tych okolicach samochodem z rodzicami, spalam w PTSMach w szkolach, ktorych jest tam dosc duzo. Takie noclegi tez maja swoj klimat, gdy za 5-10zl masz do dyspozycji apartament wielopokojowy i wielokorytarzowy i nikogo tam wiecej nie ma a nocami cos lazi po korytarzu mimo ze wozna zamknela szkole od zewnatrz... taka przygode mielismy w wojslawicach (to troche na polnoc od roztocza- ale tez mila cerkiew tam jest- zwlaszcza dzwonnica z nietoperzami :D
ale na rower to teren wymarzony!