Cytat Zamieszczone przez Browar Zobacz posta
Jak ktoś nie był,to ostatni dzwonek na odwiedziny cerkwi i synagogi w Wielkich Oczach
Dla zainteresowanych artykuł z lokalnego wydania Gazety Wyborczej na ten temat:
Trzeba ratować cerkiew

Cerkiew w Wielkich Oczach może nie przetrzymać zimy. W jedynej na Podkarpaciu i jednej z nielicznych w Polsce cerkwi tzw. szachulcowych, czyli budowanych z tzw. muru pruskiego wali się dach, niszczeje wnętrze. Niestety, nikt nie spieszy jej na ratunek.

Greckokatolicka cerkiew pw. świętego Mikołaja Cudotwórcy w Wielkich Oczach została wybudowana w latach XX ubiegłego wieku, ale rolę świątyni pełniła tylko kilkadziesiąt lat.

- Gdy w latach 1945-48 Ukraińcy zostali wysiedleni z tych terenów, cerkiew została zamieniona na magazyn, który mieścił się tam aż do 1989 roku - przypomina Piotr Tyma, prezes Związku Ukraińców w Polsce. Przez te lata nie była remontowana, drobne prace zabezpieczające zostały przeprowadzone w 1990 r.

- W tej chwili sytuacja jest taka, że obiekt niszczeje i nie ma go kto wyremontować. Cerkiew jest wpisana do rejestru zabytków. Jej właścicielem jest Skarb Państwa, czyli tak naprawdę jest niczyja - dodaje Tyma.

W imieniu Skarbu Państwa budynkiem administruje starostwo powiatowe w Lubaczowie. - Jesteśmy administratorami, ale z tego tytułu żadnych dodatkowych pieniędzy nie mamy. W naszym budżecie nie ma pieniędzy na remont. Nawet na tymczasowe zabezpieczenie nie mamy pieniędzy - mówi Krzysztof Szpyt, wicestarosta lubaczowski. Przyznaje, że cerkiew przegrywa z drogami, które też trzeba remontować.

Starostwo nie może liczyć na pieniądze wojewódzkiego konserwatora zabytków, bo... cerkiew jest własnością Skarbu Państwa. Co innego, gdyby została skomunalizowana, czyli przejęta przez gminę. Wtedy wojewódzki konserwator zabytków mógłby pomóc finansowo w remoncie.

- Próbowałem przekonać radnych gminy Wielkie Oczy, żeby się zdecydowali na takie działanie, ale nie udało się - mówi Krzysztof Szuwarowski z Państwowej Służby Ochrony Zabytków z Przemyśla.

- Ja też próbowałem przekonać radnych, ale jak usłyszeli, że najpierw musimy zrobić analizy, kosztorysy, plany, a potem możemy się starać o pieniądze, których wcale nie musimy dostać, to nie zgodzili się na przejęcie cerkwi. Dlaczego to my mamy się potem tłumaczyć z tego, że budynek się zawalił? - tłumaczy Władysław Strojny, wójt gminy Wielkie Oczy. Jego zdaniem za taki stan cerkwi sporo winy ponoszą także służby konserwatorskie. - Przez całe lata nie kiwnęli palcem. Teraz na remont cerkwi potrzeba około miliona złotych - mówi wójt

Szuwarowski przypomina, że konserwator zabytków jest tylko inwestorem zastępczym, nie zajmuje się bezpośrednio remontami. - Mamy sporo przykładów, w których dzięki pomocy finansowej konserwatora udało się uratować podobne obiekty. Wystarczyło, że ktoś chciał i miał pomysł. Gdyby w Wielkich Oczach dach został naprawiony, z remontem wnętrza można by jeszcze poczekać kilka lat. Można by to robić małymi krokami, zdobywając środki. Tak została uratowana cerkiew w Dubiecku. Zaopiekowało się nią Stowarzyszenie Miłośników Dubiecka. Teraz jest to obiekt wystawienniczy i sala koncertowa. Do cerkwi w Dubiecku ściągają artyści z całej Polski. W Cieszanowie cerkiew uratowało miasto, które ją przejęło. Teraz cerkiew służy jako sala koncertowa i obiekt kultury - stwierdza Szuwarowski.

- U nas nie ma takich stowarzyszeń, które zajęłyby się ratowaniem cerkwi - przyznaje wójt Strojny.

Co dalej będzie z cerkwią w Wielkich Oczach? Sprawą zainteresowany został wojewoda podkarpacki, w jego imieniu zajmuje się tym Włodzimierz Malicki, pełnomocnik ds. kontaktów z mniejszościami narodowymi. - Sprawdzam, jaki jest stan prawny, a potem spróbujemy jakoś pomóc - deklaruje.

Źródło: Gazeta Wyborcza Rzeszów