Jeszcze nie zacząłęm relacji, a już ponad 700 wyświetleń![]()
Ponaglany, spóźniony (przepraszam) zaczynam opowieść majową.
Jak zwykle wyjazd z przyczyn zawodowych oraz oczywistych (stan konta) do ostatnich dni stał pod dużym znakiem zapytania. W czwartek otrzymałem wiadomość, że kasa idzie i zabrałem się do pakowania. Szczęśliwy w piątek po południu sprawdziłem stan konta : nie przybyło jak w Miedonii. Tam powódź, a u mnie suchooo. Krótka narada ze wspólnikami i decyzja: jedź, kasę ci doślemy, jak tylko przyjdzie. Jak zwykle podróż rozpocząłem nocnym wyjazdem. Krótka drzemka gdzieś pod Sandomierzem i sobotnim rankiem przemknąłem przez Sanok. Tęsknie zerknąwszy w przecznicę z barem Smak pognałem dalej. "Moje" pole w Duszatynie przywitało mnie kwitnącą jabłonią i śpiewem ptactwa tak rozmaitego, że wielu nie mogłem rozpoznać. Zasiadłem pod wiatą, nastawiłem kawę, coś do jedzenia i wsłuchałem się w szum Osławy, trele drozdów i nie przszadzał mi daleki warkot piły. On był tłem dla popisów ptasich koncertmistrzów. Zrobiło się sennie, wiosennie, przyjemnie.
Pokrzepiony nieco i wypoczęty wyruszyłem do Smolnika. I tu gorące powitanie. Miłe zaskoczenie, że wielu czekało na mnie, jak na gwiazdę programu![]()
Szybko jednak okazało się, że gwiazda programu jest w bagażniku w postaci magicznej skrzyneczki z domowym piwem![]()
Długi


Odpowiedz z cytatem