Dzień następny - niedziela - wstał słoneczny. Ptactwo bezkarnie zwlokło mnie ok 7 rano, choć sen jeszcze tkwił pod powiekami. Wiosenne wypady zarywają wieczory i ranki przez ten ptasi koncert.![]()
Pomału, leniwie snując się po polu przygotowywałem się do małej wycieczki. Poprzedniego dnia umówiłem się z Państwem Młodym oraz Piotrem, że pójdziemy pstryknąć czarne bociany w gnieździe. O umówionej porze przyjechali Młodzi. Piotr zaspał. (12.00 to rano, ).
Raźno wyruszyliśmy w kierunku Jasieniowej. Pierwszy bród na Osławie ominęliśmy idąc starą drogą, drugi wymagał zdjęcia obuwia. Płyty drogowe tylko pozornie ułatwiają przejście. Śliskie niemiłosiernie, a palce człeka to nie przssawki. Udało się bez upadku przjść i już po twardym ruszyć dalej. Za zakrętem weszliśmy w las. Tu drobne wyjaśnienie: przy gnieździe byłem ostatnim razem jakieś 15 lat temu. Nie iałem pewności czy jest zamieszkałe ani czy uda mi się je odnaleźć. Stan nóg naszego kolegi ujawniony przy brodzie nakazywał wybranie możliwie łatwej drogi. A tu trzeba na przełaj do góry, trawersem przez jakiś potoczek, grzbietem jeszcze wyżej i znowu krzaki. Gdy już myślałem, że zgubiłem drogę i nie odnajdę miejsca i zrezygnowany mialem zakomunikować odwrót... jest, tak jak było, widoczne w dolince jak na dłoni. Zamieszkałe, bocianica siedzi na gnieździe, wyraźnie ma lęg. Mój aparat w takich wypadkach jest bezurzyteczny. Ale pocoś ciągnąłem w te chaszcze przyjaciół. Krótka sesja zdjęciowa i powrót. Droga już łatwiejsza, omijająca bród, częściowo wiodła przez chaszcze, dalej torami kolejki. W miejscu, gdzie zwozka drewna zasypała torowisko widzimy wyraćne ślady kół drezynki. Ktoś z pewnym trudem pokonywał niedawno ten kolejowy szlak. Popołudnie spędziliśmy na pogwarkach z leśniczym. Opowieści o wilkach, mrożące krew w żyłach i jeżące włosy, na głowie też pominę. Ale opowieść o żubrze przytoczę.
Zanim to nastąpi proszę moich miłych towarzyszy wędrówki o jakąś fotkę, dwie z wyprawy do gniazda, bo ja nic nie mam.
Długi



Odpowiedz z cytatem
Zakładki