W tym wypadku chodziło AFAIK o drogę leśną,
a to różnica zasadnicza, bo takowa ma (wbrew pozorom) całą masę legalnych użytkowników
Właśnie 'osądziłaś i skazałaś' licznych GOPRowców, funkcjonariuszy SG,
a biorąc pod uwagę drogi leśne - także leśników, pracowników PNów,
oraz prywatnych właścieli np. pastwisk czy pasiek, dzierżawców schronisk etc.
A co sama widzisz to już Twój problem / Twoje prawo;
do legalnego określania kogoś jako zabójcy są odpowiednie organy (z gamą srodków odwoławczych),
takowe zaś (dotąd przynajmniej) zabójstwa nie stwierdziły
Jak lubisz - to całuj, potępiaj, domagaj się
(poza Tobą nikt tu AFAIK o tym nie pisał);
internet - jak papier - wiele zniesie.
A któż niby tutaj tak biadoli?
Co do 'wymyślania w zamian' - nie jestem fachowcem ani od polityki legislacyjnej,
ani od działania organów ścigania, ani od problemu turystycznego udostępniania gór.
Oczywiście też dużo łatwiej stwierdzić, że kilka osób na jakiś szczegółowy temat,
blabla sobie słodko bez sensu i wiedzy,
niż zaproponować rozwiązanie całościowe, spójne i osadzone tak w warunkach prawnych,
jak praktycznych, finansowych, społecznych etc.
Nie uważam się za mędrszego od szeregu instytucji państwowych i samorządowych razem wziętych.
Naturalnie mam jednak własne, dość ogólne zdanie odnośnie crossowców/quadowców/offroadowców.
Nie widzę potrzeby rewolucyjnych zmiany prawa (ewentualnie regulacja ruchu jednośladów
po drogach niepublicznych, czy zaostrzenie sankcji za takowy po obszarach chronionych
- nie znam tu właściwie stanu aktualnego).
IMVHO generalnie starczy egzekwowanie istniejącego prawa tj. brak tolerancji
ze strony policji, straży leśnej, SG etc. dla choćby niewielkich wykroczeń tego typu.
W szczególności zaś my, jako turyści, powinniśmy o każdym przypadku wjazdu do lasu,
wyglądającym na nieuprawniony, zbierać informacje (np. foto numeru lub jeźdźca),
informować wspomniane organy, a w razie dość prawdopodobnej odmowy interwencji
- prosić o nr służbowy rozmówcy i informację o sposobie wniesienia nań skargi,
ewentualnie też zapowiadać zamiar zatrzymania obywatelskiego
(co potencjalnie grozi rękoczynami, zatem mocno 'alarmuje' policjantów),
a - jeśli to bezpieczne, a adekwatne - nawet takowe realizować.
Wiem, że - ogględnei mówiąc - nie zawsze skutkuje, ale znam i udane przypadki,
zaś 'kropla drąży kamień'.
Z drugiej strony cenna byłaby świadomość problemu i aktywność lokalnych mieszkańców;
tu jednak jest problem, bo bywa, że i spośród nich wywodzą się takowi jeźdźcy.
Tudzież, że bywają oni dużo lepszymi (majętniejszymi) klientami niż "piesi-plecakowi".
Z tego (m.in.) też względu _być może_ warto byłoby _zastanowić się_ nad 'pokojowym współistnieniem'?
Możemy nie lubić tego typu sportów w górach (ja np. nie lubię bardzo),
ale obiektywnie jest to już niestety jeden z wielu sposobów 'konsumpcji' gór
i w jakimś zakresie 'skanalizowany' na wyznaczone, najmniej cenne przyrodniczo, tereny
_mógłby_ stanowić legalną i stosunkowo nieszkodliwą alternatywę
dla obecnej sytuacji,
gdy - skoro nie można nigdzie - to jeżdżą wszędzie.
Serdeczności,
Kuba




