Znam znaczenie tego słowa. Użyłem go celowo. Jakoś wkurzają mnie ludziska błąkające się po szlakach, po lasach, po Parkach, także Narodowych, z pieskami. Pieprzyć płoszenie fauny, gniazdującego ptactwa, pieprzyć możliwość wniesienia jakichś chorób, ważne, by ukochany piesek wybiegał się, najlepiej na "łonie" natury. Wkurza mnie widok psów pozostawianych w autach w upalne dni. Sam miałem kilka psów. W młodości spędzałem z mym wyżłem tysiące godzin w wielkopolskich laskach ... Prawie zawsze grzybiarze, rodzinki z dziećmi, pracownicy lasów, patrzyli na mnie koso. Zaliczyłem kilka mandatów ze strony LP za spuszczanie psa ze smyczy.
Nie wiem, czy byłbym szczęśliwy, gdyby ma córa, także niestety mająca psa, wkulała się pod jakikolwiek pojazd w obronie życia podopiecznego. Nie wiem, czy rodzice poszkodowanego ze skutkiem śmiertelnym właściciela owego zwierzaka nie zawołaliby: "Synku, coś Ty zrobił?". Może przewracają się w grobie, jak się popularnie mówi. Pozdro.



