Ja pamietam jak pierwszy raz się wybrałem, miejscowy mi wskazał drogę, a na pytanie czy dojadę odparł ze oczywiście. Więc pojechałem, pózniej przypomniałem sobie szybko wiekszość modlitw (tym bardziej że z dzieciakiem jechałem), aby tylko Jumpy się nie zatrzymał, i wdrapał się dzielnie, sam bez pomocy. Pózniej już wchodziłem.