Hej :)
Dzięki Michale za garść informacji. Wydaje mi się, że sprawa jest dość starożytna, bo natrafiłem na raport Polsko-Ukraińskiej Komisji do spraw Wód Granicznych z 2001 roku, w którym sprawę mogilnika w Siankach poruszono. Wynika z tego, że sprawa jest w jakiś sposób monitorowana przez Min. Śr. i jego agendy. Martwi mnie, że informacji nie upublicznia się, bo jednak ludziska mieszkający w rejonach, które ewentualnie mogłyby być zagrożone na skutek rozszczelnienia mogilników, winni być o tym poinformowani. Sprawa nie jest bagatelna zwłaszcza jeśli głównym pestycydem w tych zbiornikach jest DDT.
O DDT proszę mi nie pisać, że nie jest produkowane;> Jest i jest stosowane do zwalczania komarów malarycznych. Paradoksalnie - dla ochrony milionów ludzi przed skutkami malarii zdecydowano się na utrzymanie zgody na stosowanie tej substancji. Konwencja Sztokholmska z 2001 roku została podpisana przez bodaj 98 państw, ale tylko przez 98!
A teraz mój sposób rozwiązania problemu mogilników w Siankach, o ile nie da się go rozwiązać z korzyścią dla obu państw ;>
Proponuję zbudować dwunitkowy rurociąg. Jedna nitka tłoczyłaby w razie czego wodę z Sanu do Strwiąża, a druga - pobierając wodę w Strwiążu, oczywiście nieco wyżej od spustu tej z Sanu - wypuszczałaby ją w Sanie :D W ten sposób mielibyśmy pewność, że działania strony ukraińskiej zostałyby w pełni 'nagrodzone' :P


Odpowiedz z cytatem