11.06 (niedziela)
Nie lubię wyjeżdżać z Bieszczadów! Nic nie jest w stanie, nawet słoneczna pogoda tego dnia, poprawić mi nastrój. A przecież powinienem się cieszyć: kondycja w miarę dobra, co dobrze rokuje na Ukrainie, odświeżyłem sobie w pamięci stary szlak, znów oddychałem tym cudownym powietrzem, atmosferą umiłowanych gór... A jednak żal ściska...
Pocieszeniem jest jedynie to, że, o ile Najwyższy Szef pozwoli, znów tu przyjadę :D
Wracamy trasą, którą tez dawno nie jechałem; Czarna, Polana, Rajskie, Wołkowyja, Solina... Przypominam sobie i miejsca i ludzi, których na tej trasie spotkałem: i miejsca i ludzie trochę się zmienili! Jeszcze tylko wizyta w dawnej cerkwi (p.w. św. Paraskewy)a dziś kościele, w Polańczyku, chwila zadumy przy cudownej ikonie Matki Bożej z Łopienki i pełni nadziei, że znów tu będziemy wracać, jedziemy do domu...


Odpowiedz z cytatem