Obudziłem się ok. 3.30. Dzień zapowiadał się bardzo ładnie, niebo bez jednej chmurki. Czym prędzej więc wziąłem się za zwijanie "obozowiska". Nie pomagały mi w tym muchy, które były wyjątkowo natrętne. Zresztą jak się później okazało te owady były nieodłącznym elementem wędrówki każdego turysty, i nie tylko mnie dawały się we znaki. Tak czy inaczej zwijanie obozowiska przeciągnęło się do ok.5.00. O tej godzinie ruszam bez plecaka spowrotem nad Jeziorka, na poszukiwania kapelusza, którego brak stwierdziłem podczas porannego pakowania plecaka. W tym miejscu apel - jeśli ktoś znalazł w tamtym rejonie, a w zasadzie na dojściu do rezerwatu kapelusz wojskowy, w pustynne ciapy, i zechciałby mi go zwrócić, będę wdzięczny. Kapelusza nie znalazłem, ale za to udało mi się wykonać kilka fotografii, o wiele lepszej jakości, niż te z dnia poprzedniego, a następnie udałem się do miejsca gdzie zostawiłem plecak. Zakładam go na plecy i dalejże w drogę. Na Chryszczatej jestem ok. 7.00. Tutaj krótki odpoczynek, kilka fotografii i tym razem korzystam z GPSa, jako urządzenia do nawigacji, aby odnaleźć skrzynkę "Geocache" ukrytą w pobliżu.
Ale do rzeczy - jako że w okolicy Chryszczatej ukryto jedną ze skrzynek geocache, zaplanowałem sobie że odszukam ją. Zatem korzystając z GPSa ruszyłem najkrótszą drogą do skrzynki, zmagając się cały czas z muchami. Po kilkunastu minutach marszu docieram wreszcie do miejsca o współrzędnych w/g których znajduje sie skrzynka, odszukuje właściwe drzewo (oznaczone farbą) i po chwili wygrzebuje z ziemi i liści pojemnik. W pojemniku znajdowały się 2 naboje i baton Lion. Dorzuciłem coś od siebie, i spiesznie zakopałem pojemnik, cały czas walcząc z natrętnymi muchami. Po chwili dochodzę do drogi, i idąc nią docieram do kolejnych jeziorek w okolicy. Ja byłem tylko nad jednym ale ponoć są dwa. Wykonuję foto, z pięknym widokiem na Chryszczatą, i udaję się do pobliskiej chatki. Tam najpierw zajmuje się nazbieraniem opału, a następnie przyrządzam sobie kolejną Chińską zupkę, oraz wykonuję szybciutką kąpiel w przepływającym nieopodal potoku, oraz piorę sobie niektóre rzeczy. Postanawiam dziś już nie iść dalej. Mogę sobie pozwolić na ten luksus, ponieważ w Bieszczady dotarłem dzień wcześniej niż pierwotnie planowałem. Poza tym po pierwszym dniu wędrówki pojawiły mi się otarcia stóp. Poobiednią drzemkę przerwał mi hałas za oknem. Okazało się że będę miał gościa. I bardzo dobrze - będzie do kogo sie odezwać Zgadaliśmy się z kolegą, że on też udziela(ł) się na bieszczadzkim forum pod ksywką "Klopsik". W trakcie rozmowy okazuje się, że do chatki ma przyjść jeszcze "Harnaś" - człowiek, któremu chatki zawdzięczają wiele, a którego chciałem zawsze poznać. Tym milej będzie mi opróżnić butelkę destylatu, w tak zacnym gronie.
Wcześniej machnęliśmy po jednym kieliszku, aby lepiej nam sie pracowało i poszliśmy po opał.
Czas upływał nam na miłych rozmowach, ale "Harnasia" długo nie było. Klopsik zadzwonił do niego, i po pół godziny juz siedział z nami. Okazało się że zatrzymała go burza. Na rozmowach do późnych godzin nocnych upływa nam rozmowa. Ja odłączyłem się od towarzystwa nieco wcześniej ponieważ srodze byłem zmęczony i najzwyczajniej przysypiałem przy stole.
Dalszą cześć relacji będzie można niebawem przeczytać na mojej stronie - wybaczcie że nie wszystko tutaj, ale na stronkę też muszę coś zostawić.



Odpowiedz z cytatem