Kilogramy oczywiście się oszczędza i właśnie głównie przez postęp techniczny.Już w połowie lat 80-tych w naszym klubie (KKTJ) wszyscy (i kursanci i łojanci)używali polary,puchy,oddychające "wnętrza",NRC-ty,zaawansowane oświetlenie(oczywiście Petzl ale też akumulatory srebrowo-cynkowe),wiertarki akumulatorowe i inną kupę wtedy cholernie nowoczesnego szpeju.A teraz są wiertarki spalinowe,podziemne radia(oczywiście że fale długie,krótkofalówki to nazwa zwyczajowa,pewnie powinno być długofalówki),mierniki laserowe,laptopy(pomiary i opisy) itp,itd
Te wszystkie szpeja są tylko do przesunięcia granic eksploracji i bezpiecznego działania.Tak samo w Bieszczadzie-fajnie chaszczować sobie nie przejmując się deszczem czy temperaturą,zrobić filmik,tysiąc zdjęć czy zakiblować pod drzewkiem(na sucho!) no i mając przy sobie piwko w lekkim(!) pojemniku.Temat o kamerze więc skorzystam i się wypowiem.Zawsze robiłem zdjęcia ale od 1986 roku również kręcę gdzie i jak popadnie - w jaskiniach,na imprezach,w górach, choć gdzie.Ale jeżdżę ze znajomymi którzy wiedzą że nie ma litości,wszystko na taśmę
.Spotykamy się czasem np w zimie,w kominku buzuje ogień,skrzyneczka pod ręką,laptop na stół no i oglądamy!!! :D Wyrypy,imprezy,wyjazdy,buszowania do wyboru,do koloru setki filmów,tysiące zdjęć i wszystko w jednej saszetce na płyty
Mniaaam... :D A i samemu jak chandra tłucze i zima zła też można pogapić.Nic to że człek wygląda czasem jak Japończyk - w jednej ręce kamera a w drugiej aparat A ztym wspomnianym zapominaniem reszty nieutrwalonych szczegółów to mam wrażenie że jest odwrotnie,raczej się podczas oglądania przypominają.