Wczoraj (środa) miałem okazję powitać wedrowców na przedmieściach Rzeszowa. Do spotkania doszło na moście na Wisłoku (fot1)
Po krótkich działaniach opatrunkowych (fot2) młodszego z Marcinów ruszyliśmy na południe. Trasę wybieraliśmy poza traktami klucząc zawiłościami ścieżek , zacierając za sobą ślady.
Niestety. Nie na wiele się to zdało. Wkrótce zostaliśmy wytropieni przez znanego bieszczadzkiego tropiciela czyli Jabola.
Namierzył nas miedzy ciepłowniczą rurą a czaszczorami(fot3)
Po wymianie uścisków, wiadomości, komplementów i życzen grupa ruszyła dalej.


Odpowiedz z cytatem