Znaków zakazu istotnie już nie ma. Dawniejsze szlabany leżą, przynajmniej jeden, w rowach odwadniających. Na przełęcz można wjechać, powołując się w razie czego na ... brak znaków zakazu. Tylko, nie wiada po co. Pamiętamy wszak o rezerwacie przyrody za przełęczą, już nie za granicą, w obrębie NPP, i chyba nie mamy zamiaru rozjeżdżać go braciom Słowakom swymi suwkami.
Mostek, o którym napomyka Joorg, nie jest drewniany, starczy wejść pod spód i zobaczyć, że jeszcze dałoby się przejechać nawet Abramsem. Taki był wymóg UW niegdyś w tym, i nie tylko tym, miejscu.
OT (Droga do Solinki z obu możliwych stron oznaczona zakazami, mimo pootwieranych poza sezonem,niekiedy i w sezonie, zapór. W sezonieniekiedy wpuszcza się tu "Bieszczadników" suwkami, coby ich nieco podgolić z kasy). Pozdro.


Odpowiedz z cytatem