Wiesz... teraz wyborcy zrozumieją co się kryje pod hasłem: "tanie państwo". Że to po prostu wywalanie szarych ludzi na bruk. Nie od dzisiaj wiadomo że ograniczanie wydatków w administracji publicznej polega właśnie na cięciu pensji np. o 10%. Pan minister jak sobie obetnie z 8000pln do 7200pln to tego zbytnio nie odczuje. Ale w ramach takiej kampani mają obcinane wszyscy jak leci i szergowy pracownik jak będzie miał obcięte z 1000pln do 900pln to już odczuje.
To gwoli przypomnienia tym, którzy jeszcze nie rozumieją na czym polegają oszczędności budżetowe.
Ale obecna ekipa nawet nie jest w stanie realizować "taniego państwa" bo po: tworzeniu nowych instytucji (np. tzw antykorupcyjnych), konieczności dawania sowitych odpraw kolejnym wymienianym ministrom, kosztach tworzeniu nowych ministerstw dla zaspokojnia koalicjantów - ledwo musi jak wyjść na "zero".
Więc łącząc się w smutku z tymi którzy idą na bruk, jakoś jednak wątpię czy odgórne dyrektywy ulegną zmainie. Nie ma innego rozwiązania jak nowe wybory. A na to obawiam się że Samoobrona i LPR nie są aż takie głupie. Niestety sfera budżetowa -jak się zwykło uważać bezpieczne posady- nie jest tak bezpieczna jak się niektórym wydaje.


Odpowiedz z cytatem