Świat zaludniają jednostki
Henry David Thoreau
Dzień trzeci.
Rano obudziłem się znów z zimna. Wyskoczyłem z mojego mroźnego śpiwora, szybka herbata, zacząłem rozkoszować się fotografowaniem. Fajnie tak, nie mieć na sobie presji czasu, patrzeć na las, i kombinować jak tu najlepiej popełnić jakąś fotografię. W międzyczasie przyjechał Bertrand. No i się zasiedzieliśmy. Plany Teodora, co by wymknąć się z chaty o 6 rano okazały się nierealne. Rozmowy nie miały końca, a dowiedziałem się tam np że ziemia jest wklęsła. Poparte to było dość mocnymi argumentami i wieloletnimi doświadczeniami. Przy piwie kiedyś się może dowiecie, ale faktycznie coś w tym jest!
foto 32 foto 33 foto 34 foto 35 foto 36 foto 37 foto 38 foto 39 foto 40 foto 41 foto 42 foto 43 foto 44 foto 45 foto 46 foto 47 foto 48 foto 49 foto 50
Czas było wyruszyć. A tak sobie po lesie łaziliśmy z Bertrandem, ładnie było, a kształty kory drzew staną się chyba moją pasją. Sporo się nałaziliśmy, tak jak lubię najbardziej: niespiesznie rozglądając się do okoła tak w ogóle, ale i wypatrując całkiem ciekawych zjawisk.
foto 51 foto 52 foto 53 foto 54 foto 55 foto 56 foto 57 foto 58 foto 59 foto 60
Wszystko zaczęło się od opowieści Harnasia o topilakach. Teraz patrzę na drzewa, i widzę więcej niż tylko pień i gałęzie. Mam nadzieje że mnie pamięć nie zawiedzie, kiedy błądząc będę szukał schronienia, może wtedy w lot pojmę gdzie i którędy iść; a może nie i będę miał całkiem inne przygody do opisania. Kiedy miałem już całkiem mokro w prawym bucie wyszliśmy z lasu i dojechaliśmy na Kiczerę koło Kamionek.
foto 61 foto 62 foto 63 foto 64 foto 65 foto 66 foto 67 foto 68 foto 69 foto 70
Ładne miejsce, ale wiało nieziemsko. Całkiem już przemarznięty, pewien zarazy jakiejś, pojechałem z Bertrandem na mały objazd- czyli wstąpiliśmy do pana Pękalskiego. Cała moja uwaga skupiła się na małym, czarnym kocie. Niesamowite zwierzęta z tych kotów! Trasa powoli się konczyła.... W Cisnej w moim ulubionym kiosku (to chyba zasługa ekspedientki) nabyłem pocztówki, posililiśmy się w Zaciszu. Na koniec pozostało mi dostosować swoją cielesność do standardów stopowicza- szybki prysznic w pokoju u Bertranda. Droga do kominka okazała się niesamowita. Śnieg sypał jak spod pługa! Droga bieluśka cała, w powietrzu jak w mleku, opad śniegu pełną gębą! Pięknie było!
Na miejscu w chacie 2 stopnie, na zewnątrz tyle samo- ale już poniżej zera. Rozpalenie to była już formalność. Jedynie gafę popełniłem. Ruszt, który był w kominku wyjmując.... no spadł garnek z wodą- na ten mój żar ukochany. DUPA! Zawsze wiedziałem ze to kiepski pomysł z tym rusztem!!! Grrr, a może to i troche moja wina że nie pomyślałem.... Cóż, stało się, trzeba sobie radzić. Skrzętnie dbałem o to, aby powietrze nie uchodziło zbędnie z chaty, ale dymówa się zrobiła niebywała. Tu podpatrując Harnasia, otworzyłem klapę na strych, zrobiłem kurną chate- takie proste i skuteczne! Byłem tam sam, samiuteńki. Jako typowo stadny egzemplarz z początku czułem się nieco nieswojo, ale zacząłem czytać zaległe wpisy z zeszytu i jakoś tak czas mijał. O dziwo, ostatni wpis nie był nikogo z opuszczających razem ze mną chatę, był to wpis strażnika łowieckiego. Ogólna treść wpisu była taka:
Zgodnie z artykułem (numer) za nocowanie grozi .... Myslę, główkuję, wertuję kartki ... hahaha Ala sobie jaja ze mnie robi. Zignorowałem sprawę, zająłem się czytaniem opowiadań, które sam przywiozłem. Czas mijał w piękny sposób. Przeczytanych zdań parę, chwila zadumy i zawiecha z wlepionym wzrokiem w kominek, spojrzenie na buty (jak schną), podgrzanie grzańca- i tak cały czas. Przeczytałem sobie trochę, wino się skonczyło, a napakowawszy do kominka nieco opału zaległem na ławie i pozwoliłem aby strzelający iskrami świerk pogrążył mnie w kolejnym Bieszczadzkim śnie
foto 70 foto 71 foto 72 foto 73 foto 74 foto 75 foto 76 foto 77 foto 78 foto 79 foto 80


Odpowiedz z cytatem
