to ja zacznę relację..... Generalnie na wstępie powiem, że plany w znacznej części nie zostały zrealizowane, choć ........ ahhh cudownie było.

Dzień pierwszy
Całą drogę spałem sobie spokojnie, z przerwą na odebranie Nataszy z Krakowa. Kolejna chyba przerwa to sklep hmmm Nowosiółki chyba albo gdzieś tam. Zakup piwa i kichy na 2- 3 dni i hajda na chatkę z cieknącym dachem.
Pogoda piękna, ale upał straszny bardzo. Z początku ambitnie zabrałem się za „to co tygryski lubią najbardziej” czyli za ciupanie drewna. Cholibka, upał jak diaski, zająłem się rozmową z Gosią. Chyba nie ma lepszego miejsca na świecie na rozmowy niż tamte ławki… Wieczorem spacer do kruszarki i na zad- tak tylko po zasięg. Ależ muchy cięły- świeżo z miasta byłem to wadziło mi to niebywale. Wnet pojawiła się Anyczka a później Harnaś. Stało się. Od rozmowy do rozmowy i pękła pierwsza jednostka mojego destylatu o powiewie mięty…. Później jeszcze Harnaś coś wynalazł i tak przy stole zeszło czasu do późna…. Jak zawsze w niesamowitej atmosferze, ot cudowny wieczór, cudowna noc, cudowne przebywanie…..