Dzień jeszcze następny….


Rano obudziłem się w stanie wskazującym na spożycie- nie koniecznie dnia poprzedniego, z resztą nie tylko ja. Mój napój okazał się bardzo zdradziecki! Jakaś herbata, i Irek podwiózł mnie do Bystrego. Nigdy bym nie przypuszczał że można tak szybko się dostać do bram Zelmeru. Irkowi gratulujemy Witary : ) W Cisnej na rodziców poczekałem u Ryśka. Po piwku zaspokoiłem pragnienie, ale moje ogólne samopoczucie było średnie. Przegryzłem coś, aby mi w brzuchu nie burczało zbytnio. No i pojechaliśmy…. Chyba to Smolnik był…. Cerkiew zwiedziliśmy, potem chwila u gospodarza. Sprzedał nam oscypki, i jakiś ser. Ni to biały ni to coś…. jakby półprodukt. Zasmakowało mi. W drodze ze Słowacji zatrzymaliśmy się w Komańczy na małe „co nieco”. Wieczór spędziłem w drodze do domku z cieknącym dachem. Na miejsce dotarłem po 23. W chacie był Irek, Ayczka i sympatyczny Łukasz- co to go pierwsze na oczy widziałem. Śmiało wszamałem ser- półprodukt, i bez większych ceregieli poszliśmy wszyscy spać. Mi sen nie był dany, ser wymusił na mnie wielokrotne odwiedzenie chyba każdego drzewa w pobliżu chaty. Na koniec zrezygnowałem z ciągłego stukania ławką (w czasie kładzenia się i wstawania), i postanowiłem spać na podłodze. Polecam serdecznie, wygodnie, w miarę miekko, i blisko do wiader z wodą (przydatne rankiem po pracowitej nocy).