Kolejny ranek…..
Spałem sobie spokojnie, nagle Wojtek zaczął się energicznie krzątać… Okazało się, ze zniósł już trochę drewna z lasu, że butla z gazem i zupą tylko czeka na moje wywleczenie się ze śpiwora…. Żyć nie umierać! Po moim nieco przeciągłym chyba przebudzeniu, poszliśmy po drewno do lasu. Ściągnęliśmy sporo żerdzi… od razu pociupałem. W tym czasie Wojtek posprzątał akuratnie „sadybę”. Bardzo mi się podobało, obaj nie patrzeliśmy na siebie, każdy wiedział co robić, często aczkolwiek nie zawsze tak bywa. Z pomocą Wojtka zajechałem do Cisnej…. W Cisnej zasiedliśmy z Wojtkiem w siekierach. Tak samo jak byłem tam z Gośką- cisza, spokój, nawet niewiele ludzi. Herbata nie smakowała tam jak na kirkucie, czy w innych równie ciekawych miejscach, ale człowiek rozkoszował się i cieszył oczy patrząc na dekorację lokalu. Tak, mam tam swój ulubiony obraz, za każdym razem jak na niego spoglądam przestaje mi wadzić smak herbaty, ciepłe piwo i w ogóle... Tylko ta szafa. Ja to czuję, kiedyś stanie się katastrofa tej szafie..... Znów przesiadłem się do tatowej skodziny, i razem naparliśmy na Moczarne. Nawet prof. Miodek nie znalazłby słów aby opisać piękno tejże doliny!
foto 27 foto 28 foto 29 foto 30 foto 31 foto 32 foto 33
foto 35 foto 35 foto 36 foto 37 foto 38 foto 39 foto 40
foto 41 foto 42 foto 43 foto 44 foto 45 foto 46 foto 47
foto 48 foto 49 foto 50 foto 51 foto 52
Absolutny wypas, odlot i w ogóle! Dodam tylko że jest to rezerwat ścisły, wstęp surowo wzbroniony, silnie patrolowany przez SG- czego doświadczyliśmy. Niemniej nie będę ukrywał, że warto było! Droga idzie cały czas jako tako utwardzona aż nagle pojawiają się zabudowy dawnych stacji kolejowych, i w ogóle fajne miejsce (jeziorka bobrowe, moty wąskotorówki…). Doszliśmy aż na Muchową Polanę, tiaaaa bez mapy było wiadomo ze muchowa! W drodze powrotnej natrafiliśmy na wspomnianą SG. Gadka szmatka a chłopaki dążyli do swojego, no i co tu dużo gadać- chcieli ukarać to ukarali. Zgadnijcie gdzie kimałem w nocy? Tak właśnie- by padało to by ciekło hihihi. Wieczorem, ledwo po rozpaleniu w kominku pojawił się uśmiechnięty Wojtek. Wieczorne rozmowy i ciach- Wojtek na ławy na przygotowane wcześniej legowisko, a ja….. do parteru, niedaleko wiaderka z wodą.
Samo wiaderko z wodą jest bardzo fajną sprawą. Z początku miało mi chłodzić zmrożone pierogi, potem piwo, na końcu wyszedł z tego punkt p- poż, względnie obiekt pożądania spragnionych rankiem mieszkańców. Z wcześniejszych rozmów Wojtek do owego dość prymitywnego punktu p- poż, dorzucił jeszcze gaśnicę. Niechaj gęś kopnie tego, co ją stamtąd zabierze! Myślę że to dobry pomysł z tą gaśnicą- Chatę Socjologa odbudowano w rok- ale tam to inne realia. Szkoda by stracić te chatę, nawet z tym cieknącym dachem.


Odpowiedz z cytatem